„Świąteczne Listy od Feliksa” – recenzja

„Świąteczne Listy od Feliksa” wywołały niemałe poruszenie w naszym domu, obaj chłopcy chcieli je zabrać następnego dni do przedszkola. Książka trafiła w nasze ręce akurat dzień przed moją wizytą w przedszkolu, gdzie miałam pójść poczytać książkę w obu grupach moich synów. Chłopcy pośpieszali mnie przy rozfoliowaniu książki i zaczęli ją przeglądać z wielkim WOW przy każdym napotkanym liście.

Muszę przyznać, że ja chyba również po raz pierwszy spotkałam się z taką formą wyróżniającą książkę (książek z serii listów Feliksa jest więcej, ale ta jest pierwszą, od której zaczęliśmy naszą przygodę). Przed pójściem do przedszkola przeczytaliśmy 3 pierwsze zdania w domu, to wystarczyło, żebym zdecydowała książkę przeczytać tylko w starszej grupie. Bowiem główna bohaterka książki, właścicielka królika Feliksa, jest dziewczynką w wieku szkolnym, także czytanie tej opowieści w grupie trzylatków odpada.

Nadszedł dzień czytania, usiadłam w specjalnym foteliku, otwieram książkę i zaczytam czytać… I wtedy dochodzę do końca pierwszej strony i milknę. Dlaczego? Otóż jeden ze szkolnych przyjaciół Zosi, twierdzi, że Święty Mikołaj to bzdura… Przebiegłam szybko wzrokiem kilka zdań w przód, żeby podejrzeć przebieg akcji i zdecydowałam skorzystać z zapasowych książek, które miałam przygotowane do czytania w młodszej grupie.

A teraz do meritum, czyli do książki. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Ja uważam, że książka jest fantastyczna! I warto ją mieć w swojej biblioteczce. Jednak kompletnie nie nadawała się dla moich dzieci i dzieci w przedszkolnej grupie mojego starszaka. Poddaje ona bowiem w wątpliwość istnienie Świętego Mikołaja i niby próbuje przekonać, że ów Święty istniej, ale zasiewa spore ziarno wątpliwości i może prowokować do wielu pytań. Także należy zacząć ją czytać dopiero, gdy dziecko pozna już mikołajową prawdę. Natomiast tak długo, jak w niego wierzy, należałoby się z tą książką wstrzymać.

Natomiast sama koncepcja zapakowanych w książce listów, otwieranych kopert jest wspaniała. Dla wielu dzieci może być rzadką okazją do poznania takiego historycznego sposobu komunikacji. W dzisiejszych konsumpcyjnych czasach dzieci prędzej wiedzą, czym zajmuje się kurier niż listonosz… Owe koperty, fakt że coś się w nich znajduje, można wyjąć, otworzyć, schować z powrotem, wywołały w moich maluchach niemały zachwyt. Dlatego szybko postanowiliśmy nadrobić poprzednie części.

Kolejną wartością „Świątecznych Listów od Feliksa” jest otwartość na różne kultury. Pokazanie młodym czytelnikom, że Święta nie wszędzie wyglądają tak jak u nich, że w niektórych krajach obchodzi się je inaczej i kiedy indziej. Ciekawym zabiegiem jest też podróż Feliksa ze Świętym Mikołajem, ukazana na rozkładówce, a nawet rozkładówce z bonusem. Książkę tę wyjątkowo przeczytałam sama. Na początku wydawała mi się długa, co lekko studziło mój entuzjazm, ale pochłonęłam ją błyskawicznie. Była to niebywale interesująca lektura dla mnie, a jestem pewna, że jeszcze ciekawsza będzie dla moich dzieci, jak tylko przyjdzie moment, że będziemy mogli ją przeczytać.

Paulina Porczyńska

Świąteczne listy od feliksa

Świąteczne listy od Feliks

Annettea Langen, Constanza Droop
wyd. Mamika, 2018
wiek: 5+

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz