„Miś Paplak” – recenzja książki

Mam dwoje dzieci, dwie córki dokładnie. I tak się złożyło, że jedna jest milczkiem, a druga paplakiem. I dziś będzie o tym, jak Olga zakochała się w Grzesiu! Oto Miś Grześ, główny bohater wspomnianej już książki pt. „Miś Paplak” Pippy Curnick, Wydawnictwo Wilga, Warszawa 2019.

Miś Paplak

„Grześ był największą gaduła na świecie! Mówił wszędzie, do każdego, bez przerwy…” hmm… „Inne miśki chciały tylko ciszy i spokoju”. Och, jak ja to dobrze znam… To znaczy ciszy i spokoju to nie znam, ale znam stan, że można tylko tego chcieć! Ale wracając do Grześka. Było mu smutno, czuł się w swojej potrzebie mówienia na tyle osamotniony, że postanowił wyruszyć w poszukiwaniu towarzysza do rozmów. Jak się okaże, to wcale nie będzie takie proste. Żeglowanie przez wzburzone morze na pontonie zwiastuje problemy, a jakże… Na szczęście, gdy ponton zaczął przeciekać, a niedźwiadek znalazł się za burtą, widać było już ląd, maleńką wyspę, nadzieję. Tą nadzieją okazał się ptak Docio. Tylko czy przedstawiciele tak jednak odmiennych gatunków będą się potrafili porozumieć? A właśnie… Dokładnie o tym jest ta książeczka. „Miś Paplak” to bowiem rzecz o tym, jak można dogadać się bez słów, i o tym, że nasza twarz, oczy, a nawet brwi mówią o nas… wszystko! Niebywale dowcipna, arcykolorowa, zachęcająca do oglądania i czytania nawet młodsze dzieci, bo tekstu jest mało, czcionka jest różnej wielkości, czasem średnia, ale zdarza się i ogromna, a ilustracje precyzyjne i wesołe.

Jak wspomniałam na wstępnie, moja młodsza córeczka Olga uwielbia Paplaka. Jak Grześ potrafi tak ruszać brwiami, ale ma też ogromnie dużo empatii. Jest dowodem na to, że wcale nie trzeba do siebie mówić, by chcieć się słyszeć. I że z oczu można też odczytać wszystko to, co nie mieści się w słowach.

Pogodna, ciepła i mądra książeczka.

Polecamy, Kalina i Olga Cyz

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz