„Mała Dama” – recenzja książki

Chyba każdy chciałby doświadczyć w swoim życiu odrobiny magii. I pewnie w życiu każdego człowieka jakaś forma magii jest obecna, ale często, w codziennej bieganinie, nie mamy czasu ani okazji jej dojrzeć. Co innego dzieci, one mają mniej obowiązków, trochę rzadziej się spieszą i uważniej przyglądają się otaczającemu je światu. Właśnie dlatego to one dostrzegają rzeczy niezwykłe!

Tak uważnie światu przyglądała się Lilly. Dziewczynka wraz z rodzicami i siostrą zamieszkała w starej kamienicy. Jej nowy dom, na tle innych, wyróżniał zdobiący fasadę złoty precel. Czy na tej podstawie można była podejrzewać, że ten dom kryje w sobie magię? Wyczulone na niesamowite rzeczy osoby powinny wyczuwać to od razu. Ci, którzy uważnie rozglądają się wokół siebie również. I to właśnie dlatego Lilly jako pierwsza dostrzega Małą Damę.

Sytuacja, w której ją spotyka, nie jest dla dziewczynki najszczęśliwsza. Tego dnia została zwyciężczynią konkursu, a w nagrodę otrzymała nieduży, ale prawdziwy aparat fotograficzny. Zanim jednak mogła zacząć się nim w pełni cieszyć, musiała włożyć do środka kartę pamięci. Pechowo nikt nie miał czasu, żeby jej w tym pomóc. Mama robiła ciasto, tata naprawiał rower, a młodsza siostra… była tylko młodszą siostrą. Dziewczynka nie chciała czekać, chciała robić zdjęcia! Dlatego wyszła z domu i poszła na podwórko znajdujące się na jego tyłach. To tam czekała na nią przygoda, nowa znajomość i magia, o której już wiele razy wspomniałam. Tam czekała na nią Mała Dama, która pomogła jej włożyć kartę do aparatu, a potem poprosiła o zrobienie kilku zdjęć. Ta niewielka, elegancka, śmiesznie przekręcająca słowa kobieta okazała Lilly ogromne zainteresowanie. Dzięki niej dziewczynka poczuła się ważna, razem z nią odkrywała tajemnice i przeżywała wielkie przygody. A wszystko to w pozornie zwyczajnym miejscu, jakim jest przydomowe podwórko.

Tutaj moja opowieść się kończy. Reszty dowiedzieć można się z książki. Trudno opowiedzieć opisane w niej wydarzenia tak, żeby nie odrzeć ich z magii, której tutaj nie brakuje. Trudno opisać je tak interesująco, jak zrobiła to Stefanie Taschinski. Poza tym nie o to chodzi. Książkowe historie trzeba poznawać samodzielnie. Zwłaszcza takie. Ta jest naprawdę piękna i wyjątkowa. Doskonale nadaje się do głośnego czytania wieczorami. Świetnie sprawdzi się jako lektura czytana po cichu na parkowej ławce. W każdej z tych sytuacji zapewni czytelnikom i słuchaczom niebywałe doznania. Zachwyci warstwą tekstową oraz pięknymi, kolorowymi i równie magicznymi ilustracjami. Sprawi przyjemność i otworzy oczy na wiele spraw, których być może bez niej moglibyśmy nigdy nie dostrzec.

Magda Kwiatkowska-Gadzińska
Ocena 5

Mała Dama

Mała Dama

Stefanie Taschinski
przeł. Monika Michałowska
wyd. Mamika, 2018

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz