O smokach i happy endzie mówi Anna Onichimowska

Od jakiegoś czasu miałam ochotę napisać książkę o przesłaniu ekologicznym. I przyszła mi do głowy historia o bardzo rozwiniętej cywilizacji. Nie jest to nasza planeta, bo jej już nie ma, ludzi nie ma. To planeta zamieszkana przez smoki. Ta książka, moim zdaniem, będzie bardzo zabawną lekturą dla czytelnika – mówi Anna Onichimowska w wywiadzie dla portalu Qlturka.pl.

Ostatnia Twoja książka ma zagadkowy tytuł „Galaktyczni szpiedzy” – trudno się domyślić, kim są ci szpiedzy.

To smoki.

Skąd taki pomysł? Dlaczego właśnie smoki są jej bohaterami?

Świat smoków – tak mi się przynajmniej wydaje – jest dla dzieci światem magicznym, kojarzy się z czymś strasznym, a jednocześnie śmiesznym. Smok jest postacią legendarną i tajemniczą. Kilkakrotnie przywoływałam już smoki w swoich książkach. Choćby w „Aleksandrze” są dwa smoki, a może raczej smoczki: malutki niebieski, mieszkający w ogródku, i zielony smok ze stacyjki Dziadka.
Od jakiegoś czasu miałam ochotę napisać książkę o przesłaniu ekologicznym. I przyszła mi do głowy historia o bardzo rozwiniętej cywilizacji. Nie jest to nasza planeta, bo jej już nie ma, ludzi nie ma. To planeta zamieszkana przez smoki. Ta książka, moim zdaniem, będzie bardzo zabawną lekturą dla czytelnika.

Dla jakiego odbiorcy byś ją polecała?

Nie jest to książka dla najmłodszych, bo ma dość skomplikowaną intrygę. Sądzę, że dla czytelników powyżej 10 roku życia. Szczerze mówiąc, nie rozmawiałam jeszcze z żadnymi dziećmi, które tę książkę przeczytały, ale dostałam list od mojego czytelnika z Niemiec, od małego Tomka, któremu się ona bardzo podobała. Mówiła mi też jedna z moich czytelniczek, czytająca zresztą wszystko, co napiszę, aktualnie studentka kulturoznawstwa, że przeczytała ją już trzy razy i pękała ze śmiechu za każdym razem. Ale nie bardzo wiem, czy te dowcipy, które mnie śmieszą i śmieszą Magdę – studentkę, będą śmieszyły dzieci – ta sprawa jest dla mnie jeszcze otwarta…

To chyba zależy również od tego, jaką mały czytelnik ma fantazję i na ile jest oczytany…

Oczywiście. To historia, która niesie ze sobą różne ważne przesłania – poza ekologicznym, o którym już wspomniałam – przesłanie rodzinne. Bohaterem jest smok Rupert, który ma ojca wynalazcę Wergiliusza i matkę Aurorę, będącą prezenterką telewizyjną. Wergiliusz wynajduje bezsensowne wynalazki, które niczemu nie służą, gadżety, zaśmiecające tylko niepotrzebnie planetę, typu: maszyna do robienia tysiąca omletów na sekundę. Aurora później prezentuje je w telewizji. To też rodzaj satyry na reklamę i naszą, ziemską rzeczywistość. Rupert marzy o bracie, ale smoczyca dba o linię i nie zamierza psuć jej sobie jakimś kolejnym smoczkiem. W związku z tym tatuś Wergiliusz konstruuje mu brata – Kiejstuta, który jest robotem, wyglądającym jak smok. Rupert dostaje go w prezencie, ale jest na tyle rozczarowany, że to robot, a nie prawdziwy brat, że traktuje go per noga, nie zdając sobie sprawy, że roboty też mogą mieć uczucia. Bo Kiejstut to nie jest zwykły robot, jak pozostałe „maszyny” służące w domu tej zwariowanej rodzinki. Historia między braćmi interesująco ewoluuje… Są jeszcze inni bohaterowie: Zula policjantka, w której kocha się Rupert, jej szef – komisarz de Luft – smok w zabawnej, szpiczastej czapeczce.

No i pojawia się element sensacyjny…

Tak, okazuje się bowiem, że szare smoki z innej planety, Holz Apfel i Apfel Strudel mają perfidny plan wykradzenia niektórych wynalazków Wergiliusza. Ten nie chce z nimi współpracować, więc postanawiają go uprowadzić. Ale zamiast Wergiliusza uprowadzają zupełnie inną postać, jaką – tego powiedzieć już nie mogę…

Jest to książka, w której mnóstwo się dzieje. Gdy tego słucham, przychodzi mi na myśl, że byłby to bardzo dobry temat i fabuła dla filmu rysunkowego…

Na pewno. Do tego oczywiście potrzebne jest studio animacyjne, które by się książką zainteresowało.

Co jeszcze na temat „Galaktycznych szpiegów” chciałabyś powiedzieć?

Podzielę się refleksją na temat jednej z recenzji, którą znalazłam w Internecie: „książka bardzo fajna, ale są w niej grafomańskie wierszyki”. Ktoś nie zdawał sobie sprawy, że te wierszyki muszą być grafomańskie, bo są autorstwa piekarnika 3P. A piekarnik był przecież jednym z licznych wynalazków Wergiliusza, a 3P oznaczało, że piecze, pierze i pisze wiersze, wyłącznie zresztą limeryki.

Trudno, żeby były literackie…

Szczerze mówiąc, bardzo się bawiłam, wymyślając te limeryki Piecyka, a tu taki zarzut!

Niedawno ukazała się Twoja pierwsza powieść dla dorosłych pt. „Trzecie oko”. A czego mogą się spodziewać mali czytelnicy?

Jeszcze w maju – na Targi Książki wyjdzie kolejna książeczka z serii „W lesie Marcina”, publikowanej przez Arkady, zatytułowana „O zwierzaku, którego nie było”. Zwierzątko wyglądające zupełnie inaczej niż wszystkie inne, zjawia się w lesie, ale inne zwierzęta go nie chcą, żądają, by sobie poszło.

Syndrom obcego, innego…

Tak. Jedynie króliczek próbuje się z nim zaprzyjaźnić, ale to też nie jest takie proste.

Co jeszcze napisałaś ostatnio?

Dla wydawnictwa Ezop do serii z Zebrą nową książeczkę o tym, że warto się uczyć języków obcych. Opowiada o rodzinie Pufków, maciupeńkich stworzonek, które troll z białego zamku na górze może zmieścić na dłoni. Biały troll czuje się samotny – ale książka jest wesoła i śmieszna! – nie ma z kim pogadać, bo nie zna języka pufkowskiego. Troll wpada więc na pomysł, by sprowadzić nauczyciela języków obcych i wszystko dobrze się kończy. Jej tytuł to: „Piecyk, czapeczka i budyń”.

A Twoje najbliższe plany literackie?

W najbliższym czasie będę pisała powieść dla młodzieży, kontynuację losów bohaterów książek „Hera moja miłość” i „Lot Komety”, która jak i poprzednie ukaże się w Świecie Książki. Również trudny temat… A już jesienią „Hera…” ukaże się po francusku. Jeśli tamten rynek dobrze zareaguje – podpiszą ze mną umowę na „Kometę”.

Jak te książki odbierane są przez polską młodzież?

Kiedy na spotkaniach podpytuję czytelników, czy chcą, by nastąpił happy end między Kometą a Jackiem, happy end w rodzinie Niwickich – wszyscy mówią: tak. Więc pytam, czy zastanawialiście się nad tym, czy dla bohaterów to też będzie dobre? Czy związek z Kometą, która jest prawdziwą zołzą, będzie dla Jacka dobry? Czy psychologicznie jest prawdopodobne, by po tym, co się stało, państwo Niwiccy byli jeszcze razem? Zastanawiają się, ale mimo wszystko chcieliby dobrego zakończenia.

Zasiewasz w nich niepewność… Bo każdy przecież chciałby, by wszystko dobrze się kończyło.

Ja staram się im zadać pytanie – co to znaczy happy end. Swoją drogą, tak też niektórzy interpretują zakończenie „Trzeciego oka” – a tam przecież wcale nie ma happy endu. To kolejna otwarta sytuacja…

Myślisz o następnej książce dla dorosłych?

Na razie mam dużo innych planów, ale bardzo bym nie chciała, by to było moje ostatnie słowo – łyknęłam bakcyla pisania dla dorosłych.

W takim razie co jeszcze dla dzieci?

Piszemy z Grzegorzem Kasdepke książkę „Kiedy byłam mała, kiedy byłem mały”, zilustruje ją Joanna Olech, a opublikuje wydawnictwo Literatura.
Arkady zamówiły kolejną książkę do serii „W lesie Marcina”, jak zwykle będzie z ilustracjami Joanny Sedlaczek. No i jeszcze w tym roku ukaże się w Znaku wznowienie książki „Koniec świata i poziomki” z ilustracjami Pawła Pawlaka.

A prócz książek?

Scenariusz serialu telewizyjnego – mamy – z jego współautorem i reżyserem Jackiem Piotrem Bławutem gotowe trzy odcinki, jeśli dojdzie do realizacji, trzeba będzie pisać następne…

Wiem, że lubisz podróżować. Gdzie się teraz wybierasz?

Ostatnio byłam na Hawajach, wcześniej w Meksyku. Intensywnie zwiedzałam i odpoczywałam. Niedługo wyjeżdżam na miesiąc do Finlandii – ale tego urlopem nazwać nie można. Jadę tam pracować, pisać trzecią część „Hery…”. Kiedy poprzednio byłam w Finlandii, również dużo pracowałam – powstały tam i projekty filmowe, i „Piecyk, czapeczka i budyń”.

Czy jesteś w stanie powiedzieć, którą ze swoich książek lubisz najbardziej?

Dla dzieci młodszych to „Dzień czekolady” i „Koniec świata i poziomki”. A z młodzieżowych najbardziej cenię „Lot Komety” i „Dziesięć stron świata”.

Dla jakiego czytelnika piszesz najchętniej?

Na to pytanie nie mam odpowiedzi. Lubię uprawiać „trójpolówkę” – jak napiszę jakąś smutną, depresyjną książkę dla młodzieży – to potem muszę coś lżejszego, sympatycznego dla małego czytelnika, na przykład o wesołych smokach. Zawsze bardzo zagłębiam się w świat moich bohaterów, jak już się tak dosmucę, to potem muszę odreagować.

10.05.2009 rozmawiała Maria Czernik

(Dodano: 2009-05-15)

Galaktycnzi szpiedzy

Galaktyczni szpiedzy
Anna Onichimowska
il. Joanna Zagner-Kołat
wyd. Nasza Księgarnia, 2009
sugerowany wiek: 8+

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz