„Cienie rosną o zmierzchu” – recenzja książki

Że Henning Mankell jest arcymistrzem kryminału, to wiadomo od dawna. Że potrafi stworzyć przejmującą opowieść o afrykańskich dzieciach, to rzecz oczywista. Że jest wytrawnym twórcą literatury dziecięcej i młodzieżowej, o tym przekonują niedawno wydane „Cienie rosną o zmierzchu”.

„Muszę opowiedzieć jeszcze jedną historię. Będzie o tym, co stało się później, gdy lato już się skończyło. Gdy komary przestały bzyczeć, a noce zrobiły się zimne”. Tak zaczyna się kolejna opowieść o Joelu Gustafsonie. Chłopiec nie może się doczekać, kiedy skończy dwanaście lat – kiedy będzie mógł żyć całą tarczą zegara. Ale teraz czekają na niego nowe wyzwania. Joel wpada pod koła autobusu i cudem wychodzi z tego bez szwanku. Takie magiczne ocalenie trzeba spłacić – najlepiej dobrym uczynkiem. Joel postanawia więc znaleźć męża dla Gertrud bez Nosa. A zadanie to na miarę prawdziwego bohatera. Joel będzie musiał przechytrzyć klasowego rozrabiakę Ottona, wędrować przez labiryntowe, podziemne korytarze, opanować trudną sztukę pisania tajnych listów miłosnych… A na koniec obmyślić misterny plan, jak pomścić szpiegowaną i znieważoną Gertrud.

To bardzo dobre opowiadanie. Bo ma tylko jedno zakończenie i jeden morał: nie trzeba wychodzić do lasu, żeby się zagubić. Czasem można się zgubić nawet bez wybierania złej drogi. Czasem można się zagubić w samym sobie. Każdy z nas ma w środku Dzień i Noc.

Muszę opowiedzieć jeszcze jedną historię – zdaje się mówić Henning Mankell. – Będzie to historia o tym, co wydarzyło się w świecie marzeń i wyobraźni dwunastoletniego chłopca. I tak opowieść o perypetiach Joela splata się z opowieściami o indiańskim wodzu Geronimo, o dzielnym generale Custerze, o zamorskich wojażach, o poszukiwaniu tajemniczego drzewa i Zapomnianej Wyspy. A wielką wyspę na Oceanie Indyjskim może odnaleźć tylko posiadacz tajemniczej mapy…

To bardzo dobre opowiadania. Bo mają nieskończenie wiele zakończeń. Takich historii – niczym pięknych baśni – można słuchać bez końca.

Muszę opowiedzieć jeszcze jedną historię – powtarza Henning Mankell. – Będzie to opowieść o sennym i nudnym miasteczku zagubionym gdzieś na krańcach północnej Szwecji. To miasto bez właściwości. Tutaj nic się nie dzieje. „W tej dziurze nigdy nic się nie dzieje” – powtarza raz za razem znudzony Joel. Mieścina wyrzucona gdzieś na margines świata. I ludzie wyrzuceni na margines życia. Tak jak Gertrud, która straciła nos podczas operacji. Jest fascynująca i dziwna zarazem. Maluje twarz na niebiesko, na ścianach wiesza chodniki, a swoje smutki wypłakuje w kącie na Krześle Płaczu niczym dziecko, które ktoś odstawił do kąta. Jeszcze większym dziwakiem jest Simon Urvader. Po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego zamieszkał w starej, rozwalającej się kuźni, w której pełno jest kur i książek. Kiedy chce przemyśleć jakąś sprawę, zakłada Myślące Okulary, których szkła pomalowane są na czarno. A w nocy, kiedy nie może zasnąć, jeździ po pustych ulicach Karocą – starą, rozklekotaną ciężarówką.

Gertrud i Simon – dziwacy i odszczepieńcy, którzy odkleili się od normalnego świata – to prawdziwi przyjaciele dwunastoletniego Joela.

I jeszcze jedna historia. Melancholijna opowieść o przemijaniu, o czasie, który biegnie za szybko i którego wciąż jest za mało. „Może w ten sposób się dorastało? Kiedy zaczynało się rozumieć, że nie ma takiego dnia, który można by zatrzymać”. Minie wiele lat, zanim dwunastoletni Joel pojmie tę prawdę do końca. Tę prawdę potrafią tylko zrozumieć zgorzkniali i zmęczeni życiem dorośli.

To bardzo dobre opowieści. „Cienie rosną o zmierzchu” to klasyka powieści dla dzieci. Bo szwedzki mistrz kryminału pisze tak, jak pisali wszyscy wielcy klasycy literatury dziecięcej. Pisze tak, żeby jego książki mogły zrozumieć nie tylko dzieci, ale nawet dorośli.

Agata Rytel

Cienie rosną o zmierzchu
Henning Mankell
przeł.Magdalena Mikołajczyk
wyd. W.A.B., Warszawa 2009
wiek: 9+

(Data publikacji: 2009-07-24 )

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz