„Kici, kici miau” – recenzja książki

Pierwsze skojarzenie, jakie przyszło mi do głowy, gdy zobaczyłam okładkę najnowszej książki autorskiej Józefa Wilkonia to „Aaa, kotki dwa, szare bure obydwa” – ale chwileczkę, tu jest tylko jeden kot. Szary? I owszem, z żółtymi ślepiami, zerkającymi żywo na czytelnika. Jednak skojarzenie nie było do końca błędne, bowiem „Kici kici miau” to jak najbardziej kołysanka. Choć póki co pozbawiona melodii, to bardzo melodyjna i wpadająca w ucho. A jeszcze bardziej w oko. W wizerunku kota, ptaków, żaby odnaleźć można bez trudu charakterystyczny styl artysty, w którego twórczości zwierzęta zajmują szczególne, eksponowane miejsce.

Spowita w odcieniach szarości, z kontrastującymi od czasu do czasu: pomarańczowym słońcem, turkusową chmurą, błękitnym motkiem wełny, rymowana opowiastka nie ma w sobie nic z cukierkowatych piosenek i wierszyków na dobranoc. Zarówno ilustracje, jak i tekst zaskoczą wszystkich, którym się zdaje, że kołysanki mogą być tylko albo infantylne, albo bardzo poważne. W „Kici kici miau” nie doświadczymy ani jednego, ani drugiego. Jest tu sporo humoru, zabawy słowem, rymem; użyte zdrobnienia nie rażą – a to zasługa kontekstu, słów, w których towarzystwie się pojawiają – „Piesku, piesku nie rusz kotka, bo cię straszna kara spotka”, a także ilustracji, przedstawiających stworzenia z charakterem.

Na uwagę zasługuje niezwykła staranność, z jaką książkę przygotowano; papier, a także srebrne motywy na początku i końcu.

Ewa Świerżewska (tekst w nieco okrojonej wersji ukazał się w Piśmie Miesięcznym Ilustrowanym dla Kobiet „Bluszcz” nr 10)

Kici kici miau
Tekst i il. Józef Wilkoń
wyd. Hokus-Pokus, 2009
wiek: 1+

(Data publikacji: 2009-07-19)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz