Kocham to, co robię i nie chcę robić nic innego – rozmowa z Bolesławem Kołodziejskim

Czas przedszkola to dobry okres na pracę z rodzicami. Kiedy dziecko idzie do szkoły, stopniowo zainteresowanie nim maleje u rodziców – mówi w rozmowie z Agatą Hołubowską Bolesław Kołodziejski, autor książki z płytą „Utulanki, czyli piosenki na dziecięce masażyki”.

Agata Hołubowska: Miałam to szczęście, że uczestniczyłam w warsztatach masażyków prowadzonych przez Pana (w Bibliotece Publicznej w Gryfinie 3 grudnia 2011). Pokazał Pan kilkanaście prostych ćwiczeń, do których skomponował Pan także muzykę i napisał słowa. Płyta jest dołączona do książki pt. „Utulanki, czyli piosenki na dziecięce masażyki”. Jak zaczęła się Pana przygoda z masażykami?

Bolesław Kołodziejski: To czasy, kiedy moje dzieci miały 2-3 latka. Dzisiaj najstarsza córka ma 26. Wieczorem przed snem opowiadaliśmy sobie właśnie różne masujące historie. Hitem był masażyk pt. „Rolnik” (dostępny w książce Marty Bogdanowicz pt. „Przytulanki, czyli wierszyki na dziecięce masażyki”, dop. AH). Potem miałem przyjemność uczestniczyć w zajęciach z Ruchu Rozwijającego Weroniki Sherborne prowadzonych przez prof. Martę Bogdanowicz, gdzie poznałem kilka podobnych masażyków i dotarło do mnie, że jest to fajny sposób na pracę z dzieciakami, kiedy (szczególnie małe dzieci) trzeba wyciszyć i zrelaksować.

AH: Czy często prowadzi Pan tego typu warsztaty dla rodziców? Gdzie one się odbywają?

BK: Nie, nieczęsto. Na co dzień mam bardzo ograniczony czas. Ale kiedy spotykam się z rodzicami, to najczęściej są to przedszkola. Czas przedszkola to dobry okres na pracę z rodzicami. Kiedy dziecko idzie do szkoły, stopniowo zainteresowanie nim maleje u rodziców. Nie wiem dlaczego tak jest, ale widać to na przykład po frekwencji na zebraniach szkolnych. W przedszkolu rodziców są tłumy, w pierwszych latach szkoły trochę mniej, a potem ich ilość maleje z każdym rokiem. W szkole średniej na zebrania przychodzą tylko nieliczni. A przecież rodzic jest potrzebny dziecku trochę dłużej niż trwa przedszkole.

AH: Dla jakiego wieku dzieci masażyki są odpowiednie? Czy istnieje jakakolwiek granica – dolna lub górna?

BK: Dla mnie ta granica nie istnieje. Masażyki na warsztatach dla dorosłych stanowią również super zabawę. Wszystko zależy od tego, do czego ta zabawa ma służyć, od potrzeb naszych dzieci itd.

AH: Jakie korzyści płyną z nich dla dzieci? A jakie dla rodziców? Jak wyglądało to w Pana rodzinie – jest Pan przecież ojcem czworga dzieci…?

BK: Krótko to trwało. Poprzez te zabawy budujemy więź pomiędzy dzieckiem a rodzicem. To zastaje na zawsze. Mam nadzieję, że w mojej rodzinie tak właśnie jest.

AH: W jaki sposób po raz pierwszy zetknął się Pan z profesor Martą Bogdanowicz i jak ta znajomość wpłynęła na Pana dalsze losy?

BK: Pani profesor pokazała mi, jak wspaniałą przygodą (na całe życie) może być praca z dzieckiem, jak ważne są różne metody, często bardzo proste i oparte na naturalnych potrzebach dziecka, w stymulacji jego rozwoju. Pierwszy raz spotkałem się z panią profesor na zajęciach z Ruchu Rozwijającego. Potem jeździłem do Gdańska na Metodę Dobrego Startu. Wreszcie zaproponowała mi udział w pierwszej edycji „Przytulanek” i tak się zaczęło moje pisanie.

AH: Czym się Pan zajmuje na co dzień?

BK: Na co dzień pracuję w Młodzieżowym Ośrodku Socjoterapii z dziećmi, a właściwie nastolatkami, z rodzin dysfunkcyjnych, często przemocowych, chorych, alkoholików itd. To trudna praca, ale też dająca ogromną satysfakcję. Tam zbudować dobry kontakt z dzieckiem jest bardzo trudno. Jest to jednak możliwe. A potem… zaczyna się mozolna praca dzień po dniu. Myślę, że kocham to co robię i nie chcę robić nic innego.

AH: Czyli masażyki to Pana dodatkowe zajęcie. A przecież pracuje Pan także jako terapeuta i nauczyciel rytmiki w przedszkolach. Czy czerpie Pan satysfakcję z tego typu pracy? Czy efekty pracy (jednej i drugiej) są łatwo zauważalne?

BK: Gdybym nie miał satysfakcji z wykonywanej pracy, na pewno bym poszukał sobie innej. Robiłem w życiu parę różnych rzeczy i to co robię obecnie po prostu lubię. Z dziećmi zawsze można się porozumieć. Problem raczej stanowią dorośli. Ale to inna kwestia. Natomiast jeżeli chodzi o efekty. No cóż. Trudno powiedzieć. O to należałoby spytać tych, z którymi pracuję lub ich rodziców. Myślę, że są z mojej pracy zadowoleni. Przynajmniej takie informacje zwrotne często otrzymuję.

AH: Jakie przedszkola akceptują, a jakie nie Pana metody prowadzenia rytmiki dla dzieci? Od czego to zależy? Czy tylko od personelu/dyrekcji?

BK: Jeszcze parę lat temu zarzucano mi, że nie dyscyplinuję dzieci np. 3-latków!). Chodziło o dyscyplinę raczej w stylu pruskim. Inny zarzut był taki, że podchodzę do dzieci zbyt terapeutycznie. Na dzień dzisiejszy to wszystko się zmienia. Pracuję w placówkach, w których moje metody, pewien luz na zajęciach, sposób komunikowania się z dziećmi jest akceptowany. A to w dużej mierze zależy od grona pedagogicznego.

AH: Co zmieniłby Pan w polskich przedszkolach? Czego w nich brakuje? A czego jest za wiele?

BK: Jest w nich za dużo zajęć, za mało zabawy i dzieciństwa. Samonakręcająca się spirala paradoksu, że im więcej dziecko ma zajęć, tym lepszy będzie jego rozwój. Z jednej strony nakręcają to rodzice, z drugiej firmy, które zarabiają na zajęciach, a z trzeciej nauczyciele, którzy nie wyprowadzają rodziców z błędu. W rezultacie dzieci w przedszkolu chodzą na angielski, niemiecki, gimnastykę, balet, tańce, zajęcia plastyczne, często dochodzi do tego po południu szkoła muzyczna itd. I to wszystko w imię dobra dziecka. Sami nakręcamy wyścig szczurów od przedszkola. Nie dziwię się, że młodzi ludzie coraz częściej nie wytrzymują presji, sięgają po substancje psychoaktywne czy wręcz podejmują próby samobójcze. To niestety zasługa w większości ich „kochanych” rodziców, którzy od momentu urodzenia wiedzą lepiej, co jest dla dziecka dobre. Jak zmienić ten wariacki układ? Nie mam pojęcia.

AH: Jak wyglądałoby Pana wymarzone przedszkole?

BK: Dobre przedszkole dla mnie to takie, w którym dziecko dobrze się czuje, ma czas na zabawę, ma „ciepłą” i miłą panią, ma odpowiednio skomponowane posiłki (to też kwestia do oddzielnego omówienia). I niekoniecznie zna kilkanaście piosenek i wierszy, i niekoniecznie co miesiąc występuje ku uciesze dorosłych. To przedszkole, w którym dziecko może być po prostu dzieckiem, a nie staro maleńkim kimś – uczonym dla satysfakcji dorosłych.

AH: Czy planuje Pan wydanie kolejnej książki? Jeśli tak, jaka będzie jej tematyka?

BK: Całe życie coś tam planuję, ale gorzej z realizacją. Na kolejną książkę też mam pomysł. Tym razem ma to być coś bardzo przydatnego do pracy w przedszkolu. Myślę, że ten pomysł uda mi się zrealizować.

AH: Gdzie rodzice mogą szukać informacji na temat kursów i książek dotyczących masażyków? Czy są takie (poza Pańskimi), które by Pan polecił?

BK: Jeżeli chodzi o moje książki, zapraszam na stronę wydawnictwa Harmonia z Gdańska. Szukając innych pozycji, najlepiej popytać znajomych, którzy mają podobne opracowania, i zapytać o opinie. Na rynku jest bardzo dużo książek dla dzieci. Widzę, że temat masażyków staje się coraz bardziej modny, ale trzeba pamiętać, że nie znając książki, kupujemy trochę kota w worku.

AH: Dziękuję za rozmowę.

Z Bolesławem Kołodziejskim rozmawiała Agata Hołubowska.

Bolesław Kołodziejski

Bolesław Kołodziejski – absolwent Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Zielonej Górze na kierunku wychowanie muzyczne. Ukończył studia podyplomowe z pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej i z socjoterapii oraz kursy kwalifikacyjne z terapii pedagogicznej, oligofrenopedagogiki oraz kurs zawodowego masażysty. Uczeń prof. Marty Bogdanowicz. Od wielu lat związany zawodowo ze Specjalnym Ośrodkiem Szkolno Wychowawczym, a obecnie z Młodzieżowym Ośrodkiem Socjoterapii w Przytoku. Jest nauczycielem rytmiki w przedszkolach z wieloletnim stażem, autorem wierszyków i piosenek dla dzieci oraz autorskich audycji muzycznych dla dzieci w radiu. Od wielu lat pracuje na rzecz Stowarzyszenia Lubuskie Prezentacje dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej, współpracuje z Międzyrzeckim Stowarzyszeniem „Szansa” oraz ze Stowarzyszeniem Przyjaciół Osób z Zespołem Downa.

(Dodano: 2012-01-30)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz