Nie taki potwór straszny… – o straszydłach w wierszach dla dzieci

Alfred Hitchcock, znany powszechnie twórca horrorów, zwykł mawiać, że film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie ma nieprzerwanie rosnąć. Czemu by zatem nie rozpocząć pierwszego odcinka opowieści o najnowszej poezji dla dzieci tak po hitchcockowsku, od „wierszy-horrorów”: „Wierszy, że aż strach!” Małgorzaty Strzałkowskiej oraz „Pocztu straszydeł strasznych straszliwie” Agnieszki Frączek?

Już słyszę te głosy oburzenia pryncypialnych rodziców i pedagogów: dziecko powinno żyć w świecie pozbawionym lęku i strachu, a z literatury dziecięcej trzeba usunąć wszystkie wiedźmy i potwory, które nie dają spać naszym milusińskim. A co na to dzieci? Te z wrodzoną sobie przekorą mówią:

A ja nie chcę spać!
Ja się wolę bać!
Mamo nie wchodź tu!
Nie strasz wróżek stu!
(z wiersza „Wróżki” Doroty Gellner )
Czy to bajka, czy nie bajka – myślcie sobie jak tam chcecie… Ja wiem jedno: dzieci lubią się bać i straszyć się strasznymi opowieściami. Podobno – jak pisze znawca folkloru dziecięcego – Jerzy Cieślikowski – robią to z dreszczem masochistycznej rozkoszy. Bo tylko w ten sposób mogą oswoić swoje lęki. Bo tylko w ten sposób mogą pozbyć się uczucia, że ich strach jest czymś nienormalnym i tylko one go doznają.

Piękną i mądrą zabawą w oswajanie dziecięcych lęków są wiersze Małgorzaty Strzałkowskiej i Agnieszki Frączek. Te poetki zdobyły się na odwagę i na przekór apologetom przesłodzonego i bezkonfliktowego świata, zrehabilitowały strach w literaturze dziecięcej. W świecie ich wierszy, czasem wydrukowanych na straszliwie czarnych stronach, aż roi się od straszydeł. Gdzie nie spojrzeć, tam czai się potwór, jakaś bestia albo maszkara przeraźliwa. Oto Nad rzeczułką pod Swarzędzem/ przędą przędzę cztery jędze, na zamku straszy duch ubrany w zwiewny długi ciuch, a Pod Szczuczynem/ w strasznych chaszczach/ szczęka szczęką/ szczwana paszcza. Można się pocieszać, że straszydła mieszkają gdzieś daleko – za piątym lasem, za siódmą górą. Ale marna to pociecha. Wiersze Agnieszki Frączek odsłaniają straszną tajemnicę: bestie kryją się wszędzie. Grzmototłuk Tornadek szaleje w kuchni, Agregatek śpi w tramwaju, Miss Kanalia, bestia wodna, rozgościła się w łazience. I jeszcze straszydła, które spotykamy na co dzień. Poznajecie? Potwór szkolny Jełopello Nieukus zliczyć do dwóch nie umie, Kłamczusznik Prawdziwy bajdurzy tak, że aż się kurzy, Trutka Marudka sama nie wie, czego chce, a Potworny Chwalipięta nawet w czterdziestu czterech głowach nie zmieści swojej wiedzy. Choć te groźne bestie i dzikie zmory są jakoś dziwnie znajome, budzą nie mniejszą trwogę niż wszystkie maszkary słotno-błotne i skrzydlate monstra razem wzięte.

Jednak gdy zaatakuje
ten maleńki Wszystkomójek
albo gdy jest nie w humorze…
wtedy… ratuj się, kto może!
(z wiersza A. Frączek „Wszystkomójek Chciwy”)
– przestrzega Agnieszka Frączek. Czy to znak, że trzeba zakończyć zabawę w banie się i czym prędzej zamknąć książkę? Ależ skąd, prawdziwa zabawa dopiero się zaczyna. A będzie to zabawa w oswajanie i poskramianie potworów.

Czy może być coś bardziej strasznego niż w czarne kropki bordo morda, która co noc straszyła rudego lorda? Nie ma się co oszukiwać, to potwornie zły potwór. Jednak i na niego jest sposób:

Gdy i ty się boisz mord,
zrób od razu to co lord –
gdy cię straszy jakaś morda,
tak jak bordo morda – lorda,
strasz ją, tak jak lord!

(z wiersza „Bordo morda” M. Strzałkowskiej)

Wystraszyć stracha – to doskonały sposób, by wyzwolić się spod tyranii tego, czego się boimy. Ale kto wie, czy nie lepszy jest inny pomysł: zamiast chować się przed potworem za sedesem (co doradza Agnieszka Frączek), lepiej go przytulić i obłaskawić. Można go pogłaskać za uszkiem, tak jak się głaszcze psa albo kota – radzi Małgorzata Strzałkowska. I jeszcze dodaje:

Czas wreszcie skończyć z dziwnym przesądem,
że potwór musi straszyć wyglądem!
Ten przesąd ludziom w głowach pomieszał!

(z wiersza „Potwór” M. Strzałkowskiej)

Aż przyklasnąć się chce, kiedy czyta się takie słowa. Najwyższy czas, by poezja dostrzegła, że i potwory mogą być strachliwe, smutne, opuszczone, samotne. Baba Jaga zza komina daremnie stroi groźne miny, daremnie próbuje kogoś wystraszyć. Bo kto by się bał wiedźmy tak malutkiej, że mieści się w łupinie orzeszka?

Płacze sobie więc cichutko,
choć to przecież nie jej wina,
że jest taka maciupeńka
Baba Jaga zza komina.

(z wiersza „Baba Jaga zza komina” M. Strzałkowskiej)

Nie lepiej wiedzie się szpetnej czarownicy spod Nieświeża, która zasłynęła tym, że ongiś rycerza z Woroneża przemieniła w jeżozwierza. Ale dzisiejszy świat skazał czary i magię na banicję. Żal serce ściska, gdy słyszy się skargę zapomnianej czarownicy:

Moja żabo! Co za czasy!
Świat już przestał wierzyć w czary!
Nikt nie wierzy w czarownice!
Nikt nie daje czarom wiary!

(z wiersza „Czarownica i żaba” M. Strzałkowskiej)

Taką samą litość budzi Bojka zwana Strachliwą. Dziwny z niej potwór. Ani wrzeszczy, ani tupie, ani nie spędza snu z powiek. Bojka boi się wszystkiego – myszki z pluszu i krasnala w kapeluszu, książki i grzebienia:

A gdy Bojkę ktoś zagadnie,
zarumieni się paradnie
i nie powie ani słowa.
Tylko głowę w piasek schowa…

(z wiersza „Bojka Strachliwa” A. Frączek)

Ale i na potworną samotność jest sposób. Wynalazła go Małgorzata Strzałkowska razem ze swoim potworem. Ów potwór z dziwną fryzurą

[…] ludzi unikał,
do swej pieczary przed nimi zmykał
i w samotności płakał obficie
nad zmarnowanym potworzym życiem.
Aż nagle w pewien czwartek grudniowy
Poszedł po rozum do własnej głowy.

(z wiersza „Potwór” M. Strzałkowskiej)

I co wymyślił? Że zamiast straszyć ludzi, będzie ich rozśmieszał. Jak powiedział, tak się stało:

Odtąd wśród ptaków, gadów i ludzi
Potwór wesołość ogólną budził.

(z wiersza „Potwór” M. Strzałkowskiej)

I żył długo i szczęśliwie, jak to każdej baśni bywa.
Czy to nieco baśniowe szczęśliwe zakończenie zapowiada, że skończyła się zabawa w oswajanie strasznych potworów? Tak, ta zabawa już dobiegła końca, znalazła swoje szczęśliwe rozwiązanie. Poetyckie obrazy wespół z artystycznymi ilustracjami oswoiły i uzwyczajniły dziecięcy strach przed straszydłami. I na szczęście nie oswoiły dziecka ze złem, nie zburzyły biało-czarnego podziału na świat dobra i zła – tak jak to się dzieje w niejednej telewizyjnej kreskówce. Pełny sukces.

Wiadomo nie od dziś, że dziecko jest po to, aby się bawić. Koniec zabawy w oswajanie straszydeł jest dla niego początkiem następnej zabawy. I tak zaczyna się zabawa w wymyślanie nowych słów – potworze życie, Dwutrąby Słoniototam, Ścichabrzdzęk, Bliźniaki Niechcemisie Zwłaszczadzisie. Zabawa w rozbijanie skostniałych metafor – Bojka z wiersza Agnieszki Frączek jest tak strachliwa, że dosłownie, a nie metaforycznie chodzi z duszą na ramieniu. Zabawa rymem i rytmem – choćby rytmem cza-czy, w którym zapisany jest wiersz o szarpaczu Szczepanie Małgorzaty Strzałkowskiej. Zabawa w łamańce językowe – Na wzgórzu pod Pszczyną,/ nad rzeczką Przebrzydłą/ mieszkało w zamczysku/ wrzeszczące straszydło. Trwa zabawa bez końca. Bo dziecko to homo ludens – bez reszty pogrążone w żywiole zabawy.

Na koniec pora zapytać o morał poetyckich opowieści o straszydłach. „Kto dobrze wyje, ten długo żyje” – puentuje Małgorzata Strzałkowska. Nic dodać, nic ująć.

Małgorzata Strzałkowska, „Wiersze, że aż strach!”, wyd. Media Rodzina, Poznań 2002. Agnieszka Frączek, „Poczet straszydeł strasznych straszliwie”, Agencja Wydawnicza Jerzy Mostowski, Janki 2006.

Agata Rytel

Autorka ukończyła Wydział Polonistyki oraz Pomagisterskie Studium Dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Publikowała w tygodniku „Nowe Państwo” i „Dzienniku”. Obecnie przygotowuje pracę doktorską o językowym kategoryzowaniu świata w wierszach dziecięcych. Pracuje w tygodniku „Newsweek Polska”. Lubi dawne mapy, stare pocztówki i współczesną literaturę.

(Dodano: 2009-02-03)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz