Do celu na grzbiecie żółwia – recenzja gry „Pędzące żółwie. Wyścig do sałaty”

Tym razem na zajęcia popołudniowe Tomka wzięliśmy ze sobą Tosię. Mąż nie mógł się nią zająć, więc rada nie rada, zapakowałam dodatkowo książkę i nową planszówkę z cichą nadzieją, że moja sześcioletnia córka nie umrze z nudów, czekając ze mną na koniec zajęć brata.

Bynajmniej nie umarła, jak się okazało. Nasza gra, do której przyłączył się jeszcze jeden oczekujący tata, okazała się przebojem. Machnęliśmy trzy rozgrywki, a w połowie czwartej zaskoczył nas koniec zajęć – ależ byliśmy zdziwieni, że tak szybko minęły!

Tydzień później sytuacja się powtórzyła i znów na zajęcia przyjechała z nami i Tosia, i gra. Gdy w pewnej chwili rozgrywkę przerwał nam telefon, wyszłam z sali na dłuższą chwilę, a gdy wróciłam, oczom moim ukazał się widok niezwykły – Tosia brylowała nad planszą w towarzystwie czterech innych tatusiów. Sama wyjaśniła im zasady. Po czym wygrała. A tatusiowe i tak odgrażali się przy wyjściu, że kupią tę grę dla swoich pociech. I zapewne nie tylko dla nich.

Gra, którą niechcący wypromowałyśmy tak skutecznie, to „Pędzące żółwie. Wyścig do sałaty”. Zakupiłam ją, zachęcona rekomendacją sprzedawcy – że proste zasady, że w miarę krótka rozgrywka, i że zabawa zarówno dla dzieci, jak i dorosłych.

Prawdę mówił sprzedawca, jak się okazało. Głównym atutem gry jest to, że z przyjemnością może w nią grać całą rodzina. Jakaż to ulga i frajda dla rodziców znękanych monotonią Grzybobrania (i jemu podobnych) gdzie cały intelektualny wysiłek ogranicza się do liczenia oczek. W „Pędzących żółwiach” trzeba trochę pogłówkować. Ale bez główkowania też się obejdzie i można poruszać się bez opracowanej strategii, dzięki czemu mogą w nie grać nawet czterolatki. Zwłaszcza, że zasady są banalnie proste.

Jak na wyścig przystało, w grze wygrywa ten żółw, który pierwszy dotrze do grządek z sałatą. A zabawa bierze się po pierwsze stąd, że nikt nie zna kolorów żółwi przeciwników, po drugie – poruszać się można według kilku prostych, ale ściśle określonych zasad, a po trzecie – drogę pokonać można nie tylko swoimi siłami, ale i na grzbiecie innego żółwia.

Nie ukrywam, że po otworzeniu pudełka byłam zawiedziona. Gra nie była tania, a w środku znalazłam tylko niewielką planszę, kilka kolorowych figurek i stos kartoników. Jak jednak wiadomo, w tym przemyśle nie płaci się za akcesoria, tylko za pomysł. Grze w żółwiki więcej akcesoriów nie trzeba. I tak warto ją kupić.

Kasia Gzyl

nasza ocena 5

Pędzące żółwie

Pędzące żółwie. Wyścig do sałaty
Reiner Knizia
il. Ralf Vogt
wyd. Egmont Polska
liczba graczy: 2-5
czas gry: 20 minut
sugerowany wiek: 5+

(Dodano: 2011-01-30)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz