„Wesoły Ryjek” – recenzja książki

Dzisiejsze dzieciaki mają za dobrze. Nutella na wyciągnięcie ręki (łyżki?), na każdym kroku sklepy papiernicze pełne kolorowych skarbów, a do tego co roku nowa książka Widłaka. I w dodatku dobra.

Opowieści o „Wesołym Ryjku” opublikowane właśnie przez wydawnictwo Media Rodzina (swoją drogą, czy ktoś potrafi wytłumaczyć, o co chodzi z tą nazwą?) to dziesięć uroczych i czułych historyjek z życia pewnej (świńskiej) rodziny. Niektórzy czytelnicy pewnie znają je z lektury miesięcznika „Dziecko”, pozostali – powinni poznać jak najprędzej. Wesoły Ryjek jest bowiem urodzonym gawędziarzem i opowiada swoje małe, codzienne przygody z rzadkim wdziękiem. Język jest prosty (w sam raz dla kilkulatków), ale nie prymitywny, nie „upupiony”, i za to się należą panu Wojciechowi (przepraszam, Wesołemu Ryjkowi) największe brawa. Przygody wynikają w naturalny, niewymuszony sposób z codziennych zdarzeń, pozwalają spojrzeć na owe zdarzenia w inspirujący, świeży sposób, i prowadzą do zaskakujących konkluzji. Uporządkowana struktura książki z pewnością ułatwi lekturę najmłodszemu czytelnikowi, a może i pomoże (wybaczcie) wytworzyć rytuał codziennego czytania tam, gdzie go jeszcze nie ma. Każde opowiadania zaczyna się od przywitania, a kończy podsumowaniem nauk wynikających z opowiedzianej przygody. Na próżno by tu jednak szukać jakiegoś czerstwego dydaktyzmu, na dowód pozwolę sobie przytoczyć jedną z moich ulubionych konkluzji: „Dziś dowiedziałem się, że nawet jak coś jest wielkie jak dom, może przepaść bez śladu. No chyba, że ktoś o tym czymś napisze książkę”.

I takie są opowieści o Wesołym Ryjku – z jednej strony rozczulająco proste, a z drugiej – jednak wymagające zatrzymania się tu i ówdzie i przemyślenia paru – również w gruncie rzeczy prostych – życiowych prawd. Z reguły jestem zwolennikiem oddzielania życiorysu autora od jego twórczości, ale w tym przypadku nie mogę się oprzeć wrażeniu, że „Wesoły Ryjek” to książeczka stworzona przez pisarza (i człowieka) szczęśliwego, spełnionego. To spełnienie rozświetla jej strony nader wyraźnie, nadaje słowom ciepłą barwę, popycha historie ku pogodnym zakończeniom. Ten klimat podkreślają przemyślane, zabawne ilustracje Agnieszki Żelewskiej, która wyczarowała świat, w którym chciałoby się na chwilę zamieszkać (szczególnie podobają mi się okrągłe okna w ryjkowym domku). I bardzo dobrze, taka „promocja” wartości uznawanych dziś za konserwatywne, taka pochwała rodziny jest mi o wiele bliższa niż „prorodzinne” orędzia wygłaszane przez księży i polityków. To by zresztą potwierdzało moje kiełkujące podejrzenie, że od pewnego czasu tak zwane „rodzinne wartości” najlepiej się mają w literaturze dziecięcej, tam znajdują swój ludzki, nie propagandowy, wymiar.

Konkludując: po lekturze tej książki mój ryjek też jest wesoły, a myśli pogodne i sądzę, że tak samo będzie ze wszystkimi, którym ta książka wpadnie w ręce (lub łapki). Mówiłem, dzisiejsze dzieciaki mają za dobrze.

Rafał Witek

nasza ocena: 5
wesoły
Wesoły Ryjek
Wojciech Widłak
il. Agnieszka Żelewska
wyd. Media Rodzina, 2010
wiek: 4+

(Dodano: 2010-10-18)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz