„Było sobie życie” – recenzja gry

Dla pokolenia obecnych trzydziestokilkulatków film „Było sobie życie” można określić mianem kultowego. W czasach, gdy ściśle trzymano się dziesięciominutowego czasu emisji dobranocek, każdy dodatkowy film animowany był na wagę złota. Czekało się więc na niego, jak na święto. A potem oglądało z otwartą ze zdziwienia i podziwu buzią. To takie rzeczy dzieją się w ludzkim ciele?! Tyle „małych ludzików” w nim chodzi?!

Wtedy to było objawienie. Dziś sama technika animacji filmu jest już archaiczna i wywołuje uśmiech na twarzy, ale temat jest wciąż aktualny, a od czasu powstania filmu Alberta Barille nic nowego w tym temacie na równie wysokim poziomie się nie pojawiło. A teraz? Podobnych filmów, z białobrodym Mistrzem na czele, jest siedem serii, wszystkie dostępne na DVD (tylko tematyka inna, np. Kosmos lub wynalazcy). Do tego są gry planszowe oraz książkowe encyklopedie. Wiedzę zdobytą podczas oglądania filmów można więc utrwalić i wykorzystać w dobrej zabawie.

Było sobie życie

Gra planszowa „Było sobie życie” składa się z wielu elementów, dzięki czemu starczy ich na wiele rozgrywek i sporo czasu upłynie, zanim wykorzysta się je wszystkie. Przede wszystkim jest duża plansza, a na niej zaznaczona trasa prowadząca przez cztery układy człowieka – nerwowy, trawienny, krwionośny i oddechowy. Od dwóch do czterech graczy porusza się po niej za pomocą rzutu kostką. Na jakie pole można stanąć? Na znak zapytania, który „każe” wziąć kartę z jednego z dwóch stosów kart – z pytaniami łatwymi lub trudnymi. To gracz decyduje o poziomie trudności, ale trzeba wiedzieć, że pytania trudne są lepiej premiowane. Pytania łatwe mogą wyglądać tak: „Co to jest neuron?”, „Czy tłuste jedzenie jest dobre dla serca?”, a pytania trudne tak: „Co wchodzi w skład mózgowia?”, „Ruchy robaczkowe to:”. Trudne bywają naprawdę skomplikowane, szczególnie dla osób, które edukację w zakresie anatomii skończyły dawno temu. Przy czym warto dodać, że należy wybrać jedną spośród trzech odpowiedzi. A do sprawdzenia poprawności przyda się tzw. „detektor odpowiedzi” – kawałek czerwonej folii, który po przyłożeniu do karty pozwala odczytać odpowiedź.

Można stanąć na polu Szansa lub Pech. Do obydwu również potrzebne są karty, a na nich podane polecenia, które należy wykonać. Pech potrafi okazać się prawdziwym pechem. To już nie tylko może oznaczać cofnięcie pionka na planszy, ale często także pozbycie się kilku punktów. Oj, boli! Na szczęście pole z Szansą potrafi wiele wynagrodzić. Można trafić na pole z Leukocytem lub Globinką. Wtedy należy z banku pobrać odpowiedni żeton. Jeśli zaś stanie się na polu Bakteria lub Wirus, wtedy odpowiednio traci się owe żetony. Do czego one służą? Otóż do walki z wyżej wymienionymi wrogami układu immunologicznego człowieka oraz do gromadzenia punktów. Każde cztery żetony z wizerunkami Globinki można wymienić na jeden duży żeton Hemo, a w grze wygrywa ten, kto jako pierwszy zbierze siedem żetonów Hemo.

To jeszcze nie wszystko. W stosie kart Szansa można znaleźć kartę z wizerunkiem Mistrza, zaś w stosie z Pechem – oblicze Wirusa. Gdy trafi się na tego pierwszego, można wyzwać przeciwnika (innego gracza) na pojedynek, w którym zadaje się mu pytanie z karty. Jeśli odpowie prawidłowo, może przystąpić do kontrataku i wtedy odpowiada wywołujący pojedynek. Jeśli jemu się uda, to wynik podwójnego rzutu kostką decyduje o wygranej jednego z graczy. Można tutaj stracić lub zyskać aż cztery Globinki. Jeśli zaś trafi się na Wirusa, to warto mieć przy sobie kartę Mistrza, by odeprzeć jego atak. Poza tym można tutaj stracić aż trzy żetony Globinka.

Dodatkowo można zyskać punkty (i to nie mało) za każde okrążenie planszy i ponowne przejście przez pole Start, z którego się zaczynało.

Dzięki temu, że w grze tak wiele się dzieje, że właściwie każde pole niesie za sobą jakiś ciąg czynności, rozgrywka jest bardzo dynamiczna i ciekawa. Nie dość, że zabawa jest przednia, to jeszcze ta wiedza, którą się zdobywa w przyjemny sposób! Niektóre pytania są naprawdę szczegółowe i pomagają w zrozumieniu mechanizmów rządzących ludzkim ciałem. Można się zainteresować anatomią, a nauka nie będzie nudna! Plansza i elementy gry wykonane są z grubego kartonu – powinny starczyć da długo. Gorąco polecam!

Agata Hołubowska

Ocena: 5

Było sobie życie 2

Gra planszowa Było sobie życie
Na podstawie filmu Alberta Barille
Autor: Hippocampus sp. z o.o.
Projekt postaci: Jean Barbaud
Oprac. graficzne: Jarosław Żenczykowski
Wyd. Hippocampus, Granna, Procidis
Ilość graczy: 2-4
Wiek: 7+

Dodano: 2014-05-14

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz