„Jabłonka Eli” – recenzja książki

W prostocie siła! Gdy czytałam córce fragment o tym, że wichura powaliła jabłoń, z ziemi wystawał jedynie kikut złamanego pnia, a gałęzie i konary przypominały stos chrustu – przez moment zakręciła się w mym oku łza… Bo tak naprawdę to fragment o stracie.

Jabłonka była dla Eli i jej kolegi Olka bardzo ważnym „obiektem” – to tu mieli każdy swoją gałąź, własne tajemnice, chowali się w liściach jak w grocie, podpatrywali z ukrycia innych… I nagle wichura powaliła drzewo, które wydawało się być silne i niezłomne (jak się potem okazało, rzeczywiście miało potężny korzeń – dopiero przy pomocy piły i metalowego drąga tato Eli mógł wyciągnąć je z ziemi). Kiedy dzieci nie mogły odnaleźć swoich gałęzi – robiło mi się coraz smutniej…

Ze stratą trzeba sobie jakoś radzić – tak też dzieje się i w książce „Jabłonka Eli” Catariny Kruusval. Najpierw bohaterowie codziennie rozmawiali o jabłonce, następnie zawiesili w przedpokoju oprawione w ramkę zdjęcie jabłonki (tak samo, jak ludzie rozmawiają o tym, kogo stracili, pielęgnują pamiątki, oglądają fotografie). Czas jednak mija, życie płynie – trzeba się przystosować. Podobnie dzieje się i w książce – nadchodzi zima, pole do popisu dla zwolenników śnieżnych zabaw, dzieci są tak zaangażowane, że „czasem zapominają nawet, że w pustym miejscu stało kiedyś drzewo”. Takie to etapy przechodzi się, gdy człowiek musi sobie poradzić ze stratą… Wspomnienia od czasu do czasu wracają – dzieciaki nie chcą np. zjeść ostatniego jabłka, które mama gdzieś znalazła.

Owo „ostatnie”, „na zawsze” autorka łączy z nadzieją, bo oto mama Eli wpada na pomysł, by kupić nowe drzewko. I zamiast żyć tym, co „ostatnie”, „na zawsze” odtąd dzieci mogą przestawić się na słowa „dzisiaj” (zamiast „wczoraj”), „zaczyna się” (w miejsce „kończy”). Można, wspominając ukochaną jabłonkę, usunąć jej resztki, kopać już dół pod następną, wybierać wspólnie sadzonkę (nawet porównując ją z tą poprzednią). Nowa jabłonka nie jest oczywiście taka sama – jest właściwie patykiem, nie można się na nią wspinać, ale przecież … wkrótce wyrosną liście, nowe gałązki, a za kilka lat będzie można wchodzić na nowe drzewo!

I na koniec – jesienią – wyrasta pierwsze jabłko. Jedno. Pyszne. Można się nim podzielić. To tak, jakby dzielić się i wspólnie uczestniczyć w tej przemianie, nadziei, wyjść w sposób symboliczny z kryzysu. Tak to już jest, że podobnie jak jabłonka „przeminęła” – przemijają i pory roku (w książce ukazane są zjawiska atmosferyczne, zmiany w przyrodzie, które im towarzyszą), po jesieni i zimie nadchodzi przecież upragniona wiosna!

Ilustracje bardzo dobrze odzwierciedlają treść książki, pełne są detali (jakże ciekawie jest popatrzeć na wewnętrzne strony okładki – na miejscowość, w której mieszkają bohaterowie książki, która ukazana z góry odkrywa tyle szczegółów, pozwala zajrzeć głęboko na skandynawskie podwórka).

W prostocie siła – tak wiele można powiedzieć w tak zwyczajnej historii.

Anna Lubowicka

nasza ocena: 5
jabłonka
Jabłonka Eli
tekst i il: Catarina Kruusval
wyd. Zakamarki, 2009
wiek: 3+

(Dodano: 2010-12-05)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz