„Przygody rodziny Mellopsów” – recenzja książki

Nawet nie wiem, co o tym myśleć. Z jednej strony należy się cieszyć, że tak znamienity pisarz i ilustrator jak Tomi Ungerer jest wreszcie dostępny dla polskiego czytelnika, a z drugiej… ściska człowieka w dołku, że ten artysta ma na swoim koncie ponad 100 książek (dla dorosłych i dzieci), zyskał światową sławę, a do Polski dotarł dopiero teraz. Zawsze w takich sytuacjach zadaję sobie pytanie: ilu jeszcze pisarzy czeka na odkrycie przez Polaków?

Kariera literacka Tomiego Ungerera zaczęła się w 1957 roku (miał 26 lat) od wydania w Nowym Jorku pierwszych dwóch części z serii przygód rodziny Mellopsów: „Rodzina Mellopsów szuka podwodnego skarbu” i „Rodzina Mellopsów odkrywa złoże ropy naftowej”. Nie tworzyły one całości, w 2006 roku (a może wcześniej) szwajcarskie wydawnictwo Diogenes wydało zbiór opowiadań pod wspólnym tytułem: „Przygody rodziny Mellopsów”.

W takim kształcie książka, za pośrednictwem Wydawnictwa Format, dotarła do polskich księgarń. Zaś pierwszym dziełem Ungerera, z którym polski czytelnik mógł się zapoznać jest powiastka „Trzej zbójcy”, wydana w 2009. Proszę zatem ocenić, czy 50 lat od pojawienia się pisarza na światowym rynku literackim to dużo, czy mało?

Zamieńmy jednak malkontenctwo na optymizm i radujmy się z obecności Mellopsów. A kim oni są? Nie są to muzykalne psy, jak sądził mój mąż, gdy po raz pierwszy usłyszał tytuł, ale jest to rodzina sympatycznych, różowych (a jakże!) i pulchnych świnek, w skład której wchodzą: Mama, Tata oraz czterej synowie o wdzięcznych imionach: Izydor, Kazik, Feliks i Ferdynand. Męska część rodziny nie potrafi usiedzieć w miejscu: to głównie pan Mellops inicjuje różnego rodzaju niebezpieczne wyprawy. Raz jest to wycieczka własnoręcznie (właściwie powinnam napisać „własnoracicznie”) wykonanym samolotem, innym razem nurkowanie na dno oceanu po zatopiony skarb, to znów poszukiwanie złóż ropy naftowej czy penetrowanie ogromnej jaskini. Żaden z synów ani przez chwilę się nie waha, za to wszyscy biorą zawsze twórczy i aktywny udział w przygotowaniach do każdego przedsięwzięcia. Wszak do każdej przygody należy się odpowiednio przygotować: skompletować sprzęt, dokonać niezbędnych przeróbek, coś zbudować i pomyśleć o prowiancie, za który odpowiedzialna jest Mama. Właśnie – Mama tutaj pozostaje w tle. Chłopcy mogą na nią liczyć po każdym powrocie, gdy czeka na nich z wielkim tortem z bitą śmietaną.

Na tom liczący 170 stron, wydany na grubym papierze (cacuszko!), składa się zaledwie pięć części serii przygód Mellopsów. Każda z nich (może poza ostatnią, która różni się znacząco od pozostałych) opiera się na podobnym schemacie: przygotowania do wyprawy, wyruszenie, pierwsze sukcesy, nagły zwrot akcji, szczęśliwe zakończenie i powrót do domu. Ten każdorazowy „nagły zwrot akcji” powoduje, że autor zaskakuje czytelnika. Choć wydawać by się mogło, że taki schemat narzuci przewidywalność, nie łudźmy się, że stracimy zainteresowanie w trakcie czytania. Nic bardziej mylnego! Każda z opowiastek jest niepowtarzalna i optymistyczna.

Cieszę się, że Tomi Ungerer zawitał do Polski. Mam ogromną nadzieję, że Wydawnictwo Format, czy jakiekolwiek inne, zdecyduje się jeszcze na wydanie kilku pozycji z bogatego dorobku tego pomysłowego, dowcipnego i szalenie uzdolnionego pisarza i ilustratora. Bo „Przygody rodziny Mellopsów” to nie tylko majstersztyk w dziedzinie tekstu, ale także arcydzieło graficzne: każda strona to ilustracja, na każdej pracowite świnki, a całość utrzymana w błękitno-czarno-pomarańczowej tonacji. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością!

Agata Hołubowska

nasza ocena: 5
przygody
Przygody rodziny Mellopsów
Tomi Ungerer
przekład: Dorota Hartwich
wydawnictwo: Format, Łagiewniki 2010
wiek: 4+

(Dodano: 2011-03-01)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz