„Zielone pomarańcze, czyli PRL dla dzieci” – recenzja książki

Pamięć ludzka jest jak sito: filtruje wspomnienia, zostawiając na wierzchu tylko te ważniejsze. Co decyduje o ich ważności? Chętniej pamiętamy przyjemne czy nieprzyjemne wydarzenia?

To, co w dzieciństwie wydawało nam się niezwykle istotne z biegiem czasu traci na znaczeniu. Co z takimi sprawami robi nasza pamięć? Czy zawsze mamy na to wpływ? Mózg ludzki, a zatem i pamięć wciąż kryją w sobie wiele tajemnic. Być może część z nich pozostanie na zawsze nieodkryta…

Te kilka zdań ma nam pomóc uświadomić fakt, iż książka wspomnieniowa może zawierać tylko część prawdy. To, co pamiętamy jest niezwykle indywidualną sprawą. Łatwo można to sprawdzić: spotykamy kogoś z dawnych czasów, kolegę lub koleżankę z klasy ze szkoły podstawowej. Zaczynamy rozmowę: „A pamiętasz, jak…?” I zaraz się okazuje, że każde z nas pamięta zupełnie co innego. Następuje zdziwienie: „No, jak to? Nie pamiętasz tego…?!” Dla każdego z nas co innego wydaje się ważne i oczywiste.

Dlatego, ze świadomością wybiórczości ludzkiej pamięci, powinniśmy sięgnąć po książkę Anety Górnickiej-Boratyńskiej „Zielone pomarańcze, czyli PRL dla dzieci”. Nie spodziewajmy się, że oto bierzemy do ręki leksykon, który w całościowy sposób przybliży nam lata późnego komunizmu w Polsce. Autorka opisała w niej lata 70. i 80., opierając się głównie na wspomnieniach z własnego dzieciństwa. Jest to taki trochę pamiętnik, jednak z zaznaczeniem tylko kilku kluczowych dla historii kraju dat.

Autorka nie upiększa, ale też nie krytykuje. Ot, opisuje wydarzenia, które w jej pamięci zostawiły trwały ślad. Możemy poczytać i o nudnych apelach w szkole, i o sklepach, o telewizorach, muzyce, zbieraniu makulatury, pochodach pierwszomajowych, kolekcjonowaniu historyjek z gum do żucia „Donald” i puszek po napojach, dziecięcych zabawach, „Czterech pancernych i psie” i słuchaniu listy przebojów Programu III.

Sama przyznaje, że współczesnym dzieciom łatwiej jest tamten świat opisać poprzez negację: wymienić, czego nie było. Świat dzieciństwa Górnickiej-Boratyńskiej nie jest ani nudny, ani szary. Za to był bezpieczniejszy i uspołeczniony, gdyż dzieci więcej czasu spędzały na podwórku, a nie mając wielu zabawek, uruchamiały wyobraźnię i potrafiły zrobić coś z niczego. Często było to naprawdę COŚ…

Książka wzbogacona jest o bogaty materiał ikonograficzny. Czarno-białe zdjęcia ukazują klimat minionej epoki. Czasem wywołują uśmiech na twarzy, innym razem nostalgię. Nasze dzieci zupełnie inaczej będą patrzyły na te fotografie, pewnie będą nas pytały, dlaczego nie są kolorowe. Za to kolorów, humoru i nienarzucającego się komentarza dodał Bohdan Butenko, który opracował graficznie publikację nie tylko ją ilustrując, ale także odpowiednio wkomponowując zdjęcia i coś do nich dopowiadając. Ta publikacja może stanowić uzupełnienie do polskich filmów, które polska telewizja wciąż chętnie pokazuje.

Takiej książki jeszcze nie było. Jak mawia przysłowie: „Na bezrybiu i rak ryba”, więc warto mieć ją w domowej biblioteczce. Łatwiej będzie dzieciom przybliżyć czasy własnego dzieciństwa, a czego w książce nie ma, samemu dopowiedzieć. Jednakże brakuje mi w niej kilku rzeczy: zdjęć przedmiotów, o których jest mowa – w większości oczywiście są, ale nie wszystkie, a niektóre z nich trudno będzie dziecku opisać; słowniczka, który przybliżałby takie słowa jak: socjalistyczny, komunizm, reglamentowany etc., małego wstępu historycznego oraz podpisów pod zdjęciami (choćby dat…). Książka jest dobra, ale mogłaby być lepsza…

Agata Hołubowska
nasza ocena: 4
prl
Zielone pomarańcze, czyli PRL dla dzieci
Aneta Górnicka-Boratyńska
oprac. graf.: Bohdan Butenko
wyd. Agencja Edytorska EZOP, Warszawa 2010
wiek: 7 +

(Dodano: 2011-03-07)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz