„Jeż” – recenzja spektaklu

Gdy po raz pierwszy miałam przyjemność oglądać zmagania teatru lalkowego z twórczością Katarzyny Kotowskiej podczas spektaklu w wykonaniu białostockiej grupy K3, pomyślałam, że to fantastycznie, iż słowo, tak bardzo ważne słowo, zostało uzupełniane o warstwę audiowizualną. Dobrze, że doczekaliśmy się tego również w Poznaniu. Tym samym tematyka adopcji, z którą wciąż jakoś nie umiemy sobie radzić, ma szansę porzucić niewdzięczną etykietę „tabu”.

Najnowszy spektakl Teatru Animacji w Poznaniu powstał bowiem na podstawie wielokrotnie nagradzanej, a obecnie uznawanej za lekturę obowiązkową baśni „Jeż”, którą Katarzyna Kotowska napisała dla swego adoptowanego synka. W ten sposób autorka chciała wytłumaczyć dziecku, iż nie są typową rodziną, lecz rodziną adopcyjną. Rodziną o tym samym natężeniu miłości, potrzeby bliskości, strachu i obaw, z tą jedyną różnicą, iż dziecko nie wyszło z brzucha swojej mamy, lecz innej mamy; iż rodzicom nie zostało ono podarowane naturalnie, lecz musieli je „odszukać”.

Jeż

Przedstawienie jest piękne estetycznie. Prosta dekoracja w stonowanych barwach, oparta o malarskie, zmienne nastawy-parawany, ukazujące to szary i przerażający gmach domu dziecka, to spokojne niebo nad gniazdem rodzinnym. Lalki i aktorzy przyodziani w dżins i bawełnę, powielają malarskie pejzaże.

Równie skąpy jest tekst – unika zdań podrzędnie złożonych i operuje powtórzeniami; dokładnie wyważony, bez niepotrzebnej nadbudowy i dodatkowych, odciągających uwagę od najważniejszego, sensów. A najważniejsze w tym spektaklu są: strach, cierpliwość i triumfująca miłość. Strach małego adoptowanego Piotrusia, któremu podczas pobytu w domu dziecka wyrosły kolce. Kolce, które nie znikają w chwili zmiany miejsca zamieszkania. Cierpliwość staje się tu kluczem. Rodzice cierpliwie, mimo nieustannego ranienia się o kolce dziecka, próbują nawiązać z nim kontakt. Budują zaufanie, dają synkowi, ale również sobie, czas na oswojenie się z nową sytuacją. Budują dom, w którym wzajemne relacje oparte są na bezgranicznej miłości. Miłości, która w przypadku Piotrusia nie jest tak oczywista, jak miłość wyczekujących na niego rodziców. To uczucie chłopiec musi w sobie wykształcić, wypuścić z ryz niepewności i obaw.

Wreszcie muzyka, co do której mam wątpliwości. Owszem, idąc tropem dekoracji i warstwy tekstowej, jest tak samo prosta i bezpretensonalna, ale niestety jej spokojne tony i pewna „mantryczność”, mogą dziecko zwyczajnie znudzić. Nie jest łatwo skupić uwagę dziesięciolatka (to właśnie do widzów powyżej dziesięciu lat skierowany jest spektakl), a skoro pozyskało się ją już tematem spektaklu i odpowiednim obrazem, nie warto usypiać jej dźwiękiem.

To małe zastrzeżenie nie ujmuje jednak niczego przedstawieniu. Zdecydowanie zachęcam do obejrzenia go zarówno dzieci, które będą musiały wykazać się dojrzałością, jak i rodziców, którym spektakl może dać do myślenia. „Jeż” nie jest przeznaczony jedynie dla rodzin adopcyjnych; mówi o potrzebie miłości, zrozumienia i troski, które niezbędne są w każdej rodzinie. Przestrzega, iż jeśli nie będziemy odpowiednio często przytulać naszych dzieci, poświęcać im należytej uwagi – wyrosną im kolce, których pozbycie się nie jest prostą sprawą. A dziecko-jeż kłuje nie tylko swych bliskich – przede wszystkim samo cierpi.

Natalia Dolata

Jeż
wg Katarzyny Kotowskiej
reżyseria: Janusz Ryl-Krystianowski
scenografia: Buba Tomala
muzyka: Robert Łuczak
0bsada:
Danuta Rej
Mariola Ryl-Krystianowska
Elżbieta Węgrzyn
Marcin Ryl-Krystianowski
Teatr Animacji w Poznaniu
premiera: 24 stycznia 2009

(Dodano: 2009-01-27)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz