„Koralina i tajemnicze drzwi” – recenzja filmu

W piątek 13 marca na ekrany kin wszedł niezwykły film animowany ”Koralina i tajemnicze drzwi”, nakręcony na podstawie wydanej w 2003 roku książki angielskiego pisarza – Neila Gaimana. Teraz możemy w formacie 3D śledzić losy bohaterki opowiadania z pogranicza fantasy i horroru dla dzieci.

Historia opowiada o wydarzeniach, które przypadły w udziale jedenastoletniej Koralinie po przeprowadzce do przedziwnego, różowego domu, liczącego sobie 150 lat. Mieszkają tam dwie ekscentryczne aktorki oraz cyrkowy treser myszy, równie niezwykły jak reszta mieszkańców. Rodzice Koraliny nie poświęcają jej zbyt dużo czasu, gdyż bez przerwy pracują. Nigdy nigdzie nie wychodzą, a córkę traktują nieco po macoszemu, jak kulę u nogi, raz po raz lekceważąc jej potrzeby. Gdy po raz kolejny Koralina zostaje „spławiona” przez tatę, który wymyśla jej zadanie policzenia drzwi i okien w domu, dziewczynka przypadkiem natyka się na tytułowe tajemnicze drzwi. Od tego czasu już nic nie wygląda w jej życiu normalnie. W nocy – nie wiadomo czy we śnie, czy nie – trafia na drugą stronę tych drzwi i poznaje swoją „drugą” matkę, która jest dla niej zdecydowanie lepsza i milsza. Poza tym gotuje i karmi małą dziewczynkę niesamowitymi smakołykami. Wszyscy mieszkańcy domu są odmienieni, szczęśliwi, a otoczenie dookoła usłane gamą przepięknych kolorów. Jest tylko jeden mankament – ludzie po drugiej stronie zamiast oczu mają guziki…

Na film wybrałam się z nie lada zainteresowaniem. Oglądając zwiastuny przekonana byłam, że tylko w teorii ten film animowany jest filmem dla dzieci. Wyobrażałam sobie groźne i straszne sceny rodem z filmowych dreszczowców. Sama nie przepadam za tego rodzaju filmami, ale ciekawość zawsze zwycięża. Tak też stało się i tym razem. Na sali przed rozpoczęciem projekcji udało się mi wypatrzeć dwoje dzieci. Postanowiłam dyskretnie obserwować ich reakcje. Okazało się, że w zasadzie ja byłam jedyną osobą, którą sceny „straszne” zaskakiwały i przerażały; dzieci, w najlepsze zapatrzone w ekran, przyglądały się temu ze spokojem. Mimo to daleka jestem od stwierdzenia, iż jest to film dla dzieci – owszem, polecić go można dzieciom ośmioletnim, ale przy założeniu, że rodzice ocenią, że ich pociechy nie są zbyt wrażliwe i skore do lęków. Niektóre momenty, na przykład te z wiedźmą czy małymi duchami w roli głównej, mogą budzić strach i wydawać się demoniczne. Należy też wspomnieć o muzyce, która, świetnie dobrana do filmu, potęguje poczucie niepewności.

Nie można zaprzeczyć, że produkcja ta jest przykładem kunsztu wykorzystania przeróżnych technik animacyjnych; magia kolorów, wykorzystanych choćby w momencie powstawania ogrodu, jest porywająca. Także i postacie robią duże wrażenie.

Wygląda więc na to, że jest wiele powodów, by do kina się wybrać – jeśli dzieci jeszcze zbyt małe i płochliwe, to może lepiej samemu?

Kamila Solecka

(Dodano: 2009-03-20)

Dodaj komentarz