„Królewna Śnieżka” – recenzja filmu

Zadzwoniła do mnie przyjaciółka, zapraszając na przedpremierowy pokaz filmu „Królewna Śnieżka”. Szybkie spojrzenie do kalendarza – mam czas, więc oczywiście – idę.

Bardzo lubię aktorstwo Julii Roberts i dlatego ucieszyłam się, że gra w tej pięknej baśni, chociaż w pierwszej chwili, gdy usłyszałam, iż zagra złą macochę, obruszyłam się. Czarny charakter nie pasował do tej aktorki, nabrałam więc podejrzeń, że nowa wersja „Śnieżki”, którą za chwilę obejrzę, kryje w sobie pewną niespodziankę.

Włączyłam komputer i przeczytałam tytuł: „Komedia jak z bajki…”. Hmm, jak z bajki…, czyli nie będzie to typowa bajka. I faktycznie! Film zachwyca, jednak bajką dla dzieci nie jest. Akcja, osadzona w bardzo bajkowych sceneriach kusi, intryguje, zastanawia i bawi. Popisy akrobatyczne aktorów – nibykrasnoludków – zapierają dech w piersiach.

Moim zdaniem film jest ukłonem w stronę normalności, walki z kompleksami, ułomnościami człowieka (starzejąca się kobieta za wszelką cenę stara się zatrzymać młodość i zdobyć młodszego od siebie mężczyznę – a tak na marginesie, czy warto?). Nibykrasnoludki-banici (zostają nimi z rozkazu Złej Królowej, która wykazała się brakiem tolerancji, skłonnościami rasistowskimi) otrzymują od niewinnej, czystej, świeżej i wrażliwej Śnieżki dużą dawkę wzmocnień (a więc działanie empatii i tolerancji). Cechy takie jak dobroć, może trochę naiwność, ale i rozbrajająca szczerość uczuć, mają tu pierwszy głos i mimo sprytu, przenikliwej inteligencji Czarownicy, zdecydowanie wygrywają.

Szczery śmiech, którym widownia nagradzała kolejne sceny, a potem podsłuchane w toalecie komentarze dziennikarek piszących recenzje filmowe, utwierdziły mnie w przekonaniu, że film jest świetną zabawą, ale też lekcją, która budzi pewnego rodzaju refleksje, a to znaczy, że film jest świetny, bo zostawia w nas tak różne odczucia, z których na pewno najważniejszymi są radość i pogoda.

Zabawna scena zabiegu kosmetycznego wywołuje salwy śmiechu i refleksję, bo pokazuje, do czego kobiety potrafią być zdolne, żeby zatrzymać upływający czas. Nie będę wdawać się w szczegóły i opowiadać akcji filmu, gdyż wtedy zepsuję potencjalnym widzom niespodziankę.

Mistrzowska gra Julii Roberts, ale trzeba przyznać, że inni aktorzy także pokazali, iż udział w tym filmie był nie tylko pokazem umiejętności aktorskich, ale też świetną zabawą.

Nie sposób przemilczeć kwestii scenografii i kostiumów, gdyż to właśnie one pomagają aktorom odnaleźć się w tej bajkowej epoce. Stroje (może trochę kiczowate, ale to słodki kicz), zwłaszcza cała gama sukien pojawiających się na balu lub w namiocie weselnym, to kostiumy, bez których w tym filmie nie byłoby tyle finezji i nastroju bajkowości.

Na słowa uznania zasługuje także montaż. Urzekła mnie konstrukcja, która łączy sobie klasyczne i bardzo nowoczesne techniki montażu.

Całość cudownie otula muzyka, która w odpowiednich momentach buduje nastrój, wycisza, prowadzi nas w kolejne sekwencje filmu. Jednym słowem – jest bardzo dobra.

Jest jednak coś, co mnie zastanawia. Tytuł „Królewna Śnieżka” sprawia, że większość dzieci chciałaby ten film natychmiast zobaczyć, a tutaj, moim zdaniem, ze względów emocjonalnych, trzeba zastosować wyraźną granicę wieku dla małego widza.

Sala kinowa buduje specyficzny nastrój, który może pozostawić złe lub dobre skojarzenia na całe życie (konsekwencje odzywają się po wielu latach, gdy do głosu dochodzi nasza nieświadomość), dlatego dobrze jest, gdy znając wrażliwość dziecka, zdecydujemy się na obejrzenie filmu w domu, na ekranie telewizora. Oczywiście dziecku może być smutno, bo musimy poczekać na ukazanie się filmu w formie dvd, ale na pewno zrozumie, jeśli mu wytłumaczymy.

Wczoraj po powrocie z kina rozmawiałam z moją siedmioletnią wnuczką. Wiedziałam, że bardzo chce ten film zobaczyć. Gdy powiedziałam swoją opinię na temat wieku widza, Emilka stwierdziła: „To muszę poczekać”. Myślę, że tak zareaguje większość dzieci, jeśli uprzedzimy je, że to nie jest typowa bajka dla najmłodszych, tylko taka bajka dla starszych, którzy zrozumieją grę słów i ukryte podteksty („Shrek” jest przykładem filmu nie dla małych dzieci).

Oczywiście wielu rodziców zabierze swoje malutkie dzieci do kina i one będą się śmiały, bo będą chciały być naszymi partnerami w zabawie, ale to, co dzieje się w ich malutkich główkach i serduszkach, to zupełnie inna kwestia, którą musimy uwzględniać przede wszystkim.

Byłam kiedyś świadkiem, gdy czterolatek został posadzony na samodzielnym fotelu, super nowoczesna mama zajadała popcorn i zaczął się „Harry Potter” – druga część. Na szczęście dziecko udawało wesołość tylko przez pierwszych kilka minut, potem wpadło w panikę i histerię, nie było w stanie zapanować na emocjami. Myślę, że ta mama już wyczerpała zasoby wytrzymałości emocjonalnej swojego dziecka, dlatego proponuję, żeby rodzice, znając swoje dziecko, sami zadecydowali, ale mieli świadomość, że reakcje mogą być różne.

Prawdopodobnie cieszy nas, gdy dziecko bawi to samo, co nas bawi, ale bądźmy czujni, bo gdy maluch śmieje się dlatego, że chce nam dorównać, to ból i strach opanowują jego wnętrze.

Kończąc mój długi wywód powiem tylko, że film ten na pewno warto zobaczyć, jednak raczej nie w towarzystwie dzieci.

Małgorzata J.Berwid

PS: Trochę krytycznie podchodzę do polskich dialogów, które niekiedy są zbyt swojskie i chyba nijak mają się do oryginału.

nasza ocena: 5
(z zastrzeżeniem, że to nie jest film dla dzieci poniżej 10-12 lat)

FILM: https://youtu.be/SFkPCDyZDvA

KrólewnaŚnieżka

Królewna Śnieżka
Produkcja: USA 2012- na podstawie baśni Braci Grimm
Scenariusz: Melissa Wallack, Jason Keller
Czas trwania: 115 min
Muzyka: Alan Menken
Zdjęcia: Brendan Galvin
Montaż: Nick Moore, Robert Daffy
Scenografia: Tom Foden
Kostiumy: Eiko Ishioka
Film dubbingowany, wystąpiło wielu polskich aktorów. Głównym bohaterkom głosów udzieliły: Agata Kulesza ( Zła Królowa) i Marta Żmuda-Trzebiatowska ( Królewna Śnieżka)

(Dodano: 2012-03-15)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz