„Książka na złość” – recenzja

Złość można rozładowywać w różny sposób. Jedni tłuką talerze, inni tupią nogami, płaczą i krzyczą, jeszcze inni zrzucają książki z półki albo trzaskają drzwiami. Większości tych sposobów nie polecam, bo wiążą się ze stratami materialnymi lub ewentualnym uszczerbkiem na zdrowiu. Na wyrzucenie z siebie złej energii znam znacznie lepszy sposób.

Z czerwonej okładki „Książki na złość” spoglądają na nas wesołe zwierzęta. I niby okładka wygląda tak, jak powinna, ale brakuje na niej jednej bardzo ważnej informacji. Nazwiska autora! To miejsce jest puste, pod nim zaś widnieje informacja, że należy tam wpisać własne imię i nazwisko. Nie jest to ostatnia ingerencja w okładkę, bo oprócz zwierząt, dostrzec można tam również jabłko, na którym (zgodnie ze znajdującym się obok opisem) trzeba dorysować mnóstwo tłustych robali, w innym miejscu trzeba przykleić kawałek taśmy, bo twórcom książki ostatnią rolkę porwał kot! Teraz pora zajrzeć do środka. Na stronie tytułowej informacja, że jest to „pierwsza książka na świecie, która nie przeżyje czytania” i zapewnienie, że to my tutaj rządzimy, możemy pisać, malować, ciąć, sklejać. Krótko mówiąc, robić wszystko, co przyjdzie nam do głowy. Rysunków do przerabiania nie brakuje. Trzeba ze śpiącego chłopca zrobić dziewczynkę, zastawić pułapki na złodzieja, narysować niezdrowe pyszności na półkach w szkolnym sklepiku. Ale nie tylko trzeba rysować. W książce znalazło się na przykład zadanie, w którym trzeba robić buńczuczne miny, żeby wystraszyć okropne stwory. W innym trzeba ciąć stronę nożyczkami (to może okazać się problematyczne zadanie dla dzieci, które bardzo szanują swoje książki). Jest zadanie, które polega na ubieraniu jamnika – coś trzeba wyciąć, potem przykleić i wdzianko dla czworonoga gotowe! Pomysłowość Dariusza Wanata, który „Książkę na złość” wymyślił, nie zna granic.

To doskonała książka dla wszystkich rozrabiaków. Co więcej, warto po nią sięgnąć nie tylko w napadzie złości, bo „Książka na złość” to przede wszystkim doskonały sposób na nudę. Zadania są oryginalne, szalone i bardzo zabawne! Dowcipne polecenia sprawią, że grymas zejdzie z każdej naburmuszonej buzi, a marudzenie zastąpi dźwięk kredki albo długopisu szurającego po papierze. Nikt nie musi się martwić brakiem umiejętności plastycznych, nie o talent tu chodzi, ale o pomysłowość! Wielu osobom mogą nie spodobać się rysunki, to prawda, są specyficzne, innym mogą nie przypaść do gustu niektóre polecenia (na przykład takie, które wymagają użycia obelżywych słów albo każą dzieciom rysować po pokazanych w książce murach). Dlatego warto podejść do tej książki z dystansem i może nawet samemu spróbować wykonać jakieś zadanie!

Magdalena Kwiatkowska-Gadzińska
Ocena 4

Okładka książki

„Książka na złość”, Dariusz Wanat,
wyd. Dragon, 2016

Książka na złość
Dariusz Wanat
wyd. Dragon, 2016
wiek: 7+

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz