„Violet i Perła Orientu” – recenzja książki

Jako dziecko, a potem nastolatka, bardzo lubiłam książki o niesfornych dziewczynkach. Pippi, Dzieci z Bullerbyn, Karolcia, Pollyanna, Ania z Zielonego Wzgórza… Zawsze chciałam być zadziorna, gdyż miałam wrażenie, że takie wszędobylskie dzieci mają zdecydowanie ciekawsze życie. Dziś przekonuję się, że to było normalne, obserwując, że moje przedszkolaki również chętniej słuchają opowieści o literackich bohaterach, którzy wszędzie wejdą, niekoniecznie słuchają przestróg dorosłych, a tym samym przeżywają super przygody.

Taka również jest Violet Remy-Robinson, bohaterka książki, którą właśnie przeczytałam. Jest 10-letnią dziewczynką, „raczej niską jak na swój wiek, szczupłą, o ciemnych, prostych jak linijka włosach, oliwkowej cerze i bystrych piwnych oczach”. Ma ukochanego kota o apetycznie brzmiącym imieniu i często patrzy na świat… na opak. Tak, bo uwielbia się wspinać po drzewach i wisieć na gałęziach do góry nogami. Rodzice bohaterki są projektantami, mama biżuterii, tata domów. Pewnego dnia w sąsiedztwie rodziny dziewczynki zamieszkuje snobistyczna rodzina: hrabiostwo Du Plicitous z córką Isabellą. Niestety, nadzieja na przyjaźń z koleżanką pryska jak bańka mydlana, gdyż dziewczynki dzieli wszystko, nawet… koty. Violet woli spędzać czas w uroczym mieszkaniu znanej, ale zapomnianej aktorki, Dee Dee Derota, miejscu pełnym bibelotów, scenicznych kostiumów, biżuterii i kosmetyków. Pewnego dnia, pod nieobecność wielkiej damy, z jej mieszkania ginie wyjątkowy klejnot. Nasza bohaterka jest świadkiem podejrzanych wypadków i czym prędzej chce o nich powiadomić policję. Niestety, nikt jej nie wierzy. Violet sama postanawia rozwiązać zagadkę i podejmuje dochodzenie na własną rękę. I zaczyna się…

Co z tego wyniknie? Kto kłamie i dlaczego? Jaki udział w rozwiązaniu sprawy mają Norma i Ernest? W czym pomoże Violet jej chrzestna matka?

Zabawno-gorzka opowieść, bezlitośnie obnażająca ludzkie wady, ale jednocześnie odkrywająca zalety osób, po których nie spodziewalibyśmy się niczego wielkiego. Autorka poprzez splot wydarzeń uświadamia czytelnikowi, że nie wszystko złoto, co się świeci, a pomoc może przyjść z najmniej oczekiwanej strony.

Pióro Harfiet Whitehorn bardzo prosto, a jednocześnie intrygująco prowadzi nas po kartach książki. Czyta się ją szybko, bo wciąga i nie pozwala się zatrzymać. Szata graficzna natomiast delikatnie podkreśla koncept opowieści. To zabawne ilustracje w czarno-różowej kolorystyce, w klimacie lekkiego horroru: ryciny, rozkłady domostw, zapiski. Główna bohaterka uwielbia „brzmiące intrygująco” słowa, więc autorka na końcu zamieściła dodatkowo przydatny słowniczek. Mały, zgrabny format, z ciekawą graficznie okładką, pozwoli zabierać książkę ze sobą i upajać się jej lekturą.
„Violet i perłę orientu” wydało Wydawnictwo Zielona Sowa, dla czytelnika 6+, ale zapewne nie rozczaruje i starszego czytelnika. To pierwsza część z serii. Bohaterka, przebojowa chłopczyca, zapewni wszystkim sporą dawkę emocji i uśmiechu i jednocześnie zaprasza do lektury kolejnej książki. Polecam!

Iwona Pietrucha
Ocena 5

Violet

Violet i Perła Orientu

Harriet Whitehorn
il. Becka Moor
przeł. Barbara Górecka
wyd. Zielona Sowa
wiek: 6+

Patronat portalu Qlturka.pl

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz