„Chłopiec znikąd” – recenzja książki

Max i Ahmed to rówieśnicy, każdy innej narodowości. Pewnego dnia obaj znajdują się na obczyźnie, daleko od rodzinnego kraju, każdy z innego powodu. Każdego z nich przeraża Belgia, każdego z innego powodu. Chłopcy tęsknią: Ahmed za ojcem, który zginął, ratując tonącą łódź z uchodźcami. Max za przyjaciółmi pozostawionymi w dalekiej Ameryce.

Syryjczyk skrywa się przed policją i zimnem w piwnicy starej kamienicy, w tej samej, w której na okres delegacji ojca zamieszkuje rodzina Maxa. Chłopiec tak bardzo tęskni za normalnością, że w piwniczce powoli tworzy sobie dom, ze śmieci, starych przedmiotów znalezionych wokół i storczyków, które właścicielka domu zniosła do piwnicy, gdy nie chciały rosnąć jak trzeba. To z nimi rozmawia o swojej przeszłości, o tęsknocie za rodziną, za szkołą, którą podgląda zza okna domu, w którym się ukrywa. Max natomiast nie znosi szkoły, w której się znalazł, nic mu się nie udaje, a język francuski, którego musi się nauczyć, okazuje się najtrudniejszym językiem świata. Na dodatek, kolega z klasy, Oskar, ciągle mu dokucza i z nim walczy. Pewnego dnia los splata życiowe ścieżki obu chłopców.

Opowieść osadzona jest w Brukseli, współcześnie, w czasach serii zamachów terrorystycznych w Europie. Jest to historia powoli rodzącej się przyjaźni, więzi ponad granicami, kolorem skóry i wyznaniem. „Chłopiec znikąd” pokazuje, że stereotypy i uprzedzenia to nieodłączny element dorosłości, a dzieci nie mają z tym żadnego problemu. To książka o zamykaniu granic przed uchodźcami, o terroryzmie i stygmatyzacji, o braku szacunku i tolerancji dla drugiego człowieka, ale również o lęku, który prowadzi do takich działań. A w tle głównego wątku książki wspomnienie z przeszłości, historia bohaterskiego mieszkańca domu, który w piwnicy ukrywał żydowskiego chłopca.

To książka przybliżająca okrucieństwo i bezcelowość wojen, nie można przejść obok niej obojętnie, to obowiązkowa lektura, nie tylko dla nastolatków. Max krzyczy w niej o tym, co powinno być normą, że dzieci mają prawo do szczęśliwego dzieciństwa, do wzrastania na łonie rodziny, do chodzenia do szkoły i uśmiechu na co dzień. Do tego wszystkiego, co daje im poczucie bezpieczeństwa. Zresztą „Chłopice znikąd” dedykowany jest „wszystkim dzieciom świata”.

Świat w książce wykreowany przez autorkę jest pełen bólu i tęsknoty, ale również nadziei. Fantastycznie uchwycone postacie, relacje miedzy nimi, świetnie zobrazowane tło historyczne, brutalnie obnażona hipokryzja niektórych bohaterów. Może dlatego ten świat jest tak prawdziwy, że opowieść inspirowana jest życiowym doświadczeniem autorki. Na końcu znajduje się wywiad z Katherine Marsh, z którego dowiadujemy się, jaka jest geneza tej książki i jak wiele w niej wątków prawdziwych. Istnieje dom, istnieje ulica, istnie Szkoła Szczęścia, istnieje kot Teddy.

„Chłopca znikąd” wydało Wydawnictwo Widnokrąg. Część zysku z zakupu książki przekazywana jest Polskiej Akcji Humanitarnej na rzecz syryjskich uchodźców. To sporych rozmiarów tom, którego jedynym ozdobnikiem jest intrygująca okładka. Ponad 360 stron świetnej lektury, od której nawet na moment nie da się oderwać.

Polecam gorąco! To jedna z książek, które trzeba mieć. Na mojej półce zostaje na stałe i pewnie niejeden raz do niej wrócę.

Iwona Pietrucha
ocena 5

Chłopiec znikąd

Chłopiec znikąd

Katherine Marsh
przeł. Anna Klingofer-Szostakowska, Sara Manasterska
wyd. Widnokrąg, 2019
wiek 10+

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz