„Farmageddon” – recenzja filmu

Bohaterowie „Bliskich spotkań owczego stopnia” powracają w uroczej i pełnej zwrotów kosmicznej komedii pt. „Farmagedon”.

Baranek Shaun to wszędobylski zwierzak, który wszędzie wsadza swój nos. Na jego farmie pewnego dnia ląduje kosmiczny statek z uroczą przybyszką na pokładzie. Niebieski stworek z długimi fioletowymi uszkami oczarowuje Baranka Shauna, więc ten pomaga Lu-Li odnaleźć drogę do domu.

Niewiarygodne przygody wpędzające bohaterów w kłopoty, ryzyko niosące niebezpieczeństwo, a z drugiej strony śmieszne sytuacje powodują lekkie trzęsienie ziemi w mieście. Co więcej, po piętach depczą im agenci jakiejś tajnej organizacji, a na farmie trwa przygotowanie do Farmageddonu. Łzawy szczęśliwy koniec okazuje się jednak nie być końcem niespodzianek.

Film bez dialogów, więc często na ekranie zapada cisza. Bohaterowie posługują się mimiką oraz wydawanymi przez siebie „kosmicznymi” dźwiękami, co sugeruje większe skupienie na filmie i pobudza wyobraźnię widza. Postacie żywcem wyjęte z zajęć plastycznych w przedszkolu – modelinowe czy plastelinowe ludziki, wplątujące się w zabawne sytuacje. Prześmieszne miny bohaterów i komizm sytuacyjny wywołują podczas projekcji salwy śmiechu. Magiczne efekty rodem z filmów sf, iluminacja, dużo fajerwerków.

Całości dopełnia istny muzyczny miks: muzyka z „gwiezdnych wojen” oraz elementy muzyki klasycznej. Jednak ten film to nie tylko efektowny pokaz współczesnej techniki, a rozbawienie to nie jedyna emocja towarzysząca jego oglądaniu. Opowieść o Baranku Shaun wzrusza, wywołuje tęsknotę i powoduje, że łzawią oczy.

Prawie 90 minut przedniej zabawy, poruszającej dziecięcą wyobraźnię. Film dla widzów od 5 r. ż., ale również dorosły miło spędzi czas podczas projekcji. Polecam na jesienne popołudnia, do rozładowania napięcia.

Iwona Pietrucha
ocena 4

Farmageddon

Farmageddon

wiek 5+

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz