Młodzież nie chce dydaktycznych historii – rozmowa z Małgorzatą Wardą

Pisanie jest dla mnie jak magia: czasami tak długo kreślę jedną scenę, aż poczuję, że jestem w niej całą sobą – mówi Małgorzata Warda w rozmowie z Hanną Koźmińską i Alicją Mielcarzewicz-Cabanek z wydawnictwa Media Rodzina.

Jest Pani autorką imponującej kolekcji książek. Wśród nich są tytuły zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci. Czy woli Pani pisać książki dla dorosłych czytelników, czy dla dzieci i dla kogo pisze się łatwiej?

Małgorzata Warda: Fascynuje mnie pisanie o ważnych tematach, takich, które głęboko mnie poruszają. Nie jest więc tak, że z góry planuję, czy będę pisać dla młodego czytelnika, czy dla dorosłego. Znajduję temat i to on mnie niesie. „Sylwię i Planetę Trzech Słońc” pisało mi się bardzo dobrze: po pierwsze, miałam świadomość, że oswajam trudny temat, ważny w życiu dziecka i jednocześnie nieczęsto poruszany w literaturze. Po drugie, pokochałam tę wymyśloną małą dziewczynkę, której nadałam imię mojej córeczki. Po trzecie, to właśnie moja córka pomagała mi pracować nad niektórymi scenami, co bardzo mi ułatwiło zrozumienie, jak muszę pisać, żeby dzieci potem pochłonęły tę książkę.

Bohaterowie Pani książek są pełnokrwiści, bardzo wyraźnie narysowani, są prawdziwi – tacy jak ich rówieśnicy. Czy obraca się Pani w środowisku młodych ludzi?

Dziękuję za to spostrzeżenie, ponieważ bardzo szczegółowo dopracowuję swoje postacie, aby stały się realne. Najczęściej kreślę je tak długo, aż zaczynają żyć własnym życiem. Kiedy już wiem, że nie jestem w stanie im niczego narzucić, są nieposłuszne i dokładnie rozumiem, jakie zachowanie do nich pasuje, albo co powiedziałyby teraz – wtedy wiem, że stworzyłam „realną” postać. A tak poza tym to chyba mam młodą duszę – kocham dziecięco-młodzieżową literaturę i filmy dla tego odbiorcy. Przez wiele lat byłam też nauczycielką w szkole, więc myślę, że mam dobry kontakt z młodymi ludźmi.

Gdzie szuka Pani inspiracji do tematów poruszanych w książkach dla dzieci i młodzieży – obserwacja rzeczywistości, rozmowy z młodymi ludźmi? Czy temat „przychodzi”, bo coś się wydarzyło, ktoś opowiedział jakąś historię?

Kilka razy doznałam tego, co scenarzyści nazywają „iskrą”, a pisarze „odwiedzinami pisarskiego ducha” – w ułamku sekundy, przyszła do mnie wena, niosąc całe uszczegółowione historie, które jak najszybciej musiałam przelać na papier. Tak powstała moja książka „5 sekund do Io” oraz „Sylwia i Planeta Trzech Słońc”. Można by więc powiedzieć, że wena uwiła sobie ciepły kąt w mojej głowie, ale przychodzi najczęściej wtedy, gdy chce, bym napisała coś dla młodego odbiorcy.

W swoich książkach dla młodego czytelnika porusza Pani niełatwe zagadnienia, jak śmierć czy depresja – czy kryje się za tym chęć niesienia pomocy bezbronnym, pozostawionym sobie, czy raczej świadomość, że dobra literatura powinna mieć tzw. drugie dno?

Zawsze szukam w literaturze drugiego dna i nie potrafiłabym pisać o tematach błahych. Mam misję: jeśli docieram do wielu osób, chcę opowiedzieć im o czymś ważnym. Temat musi mnie poruszyć, wstrząsnąć, wydać mi się na tyle istotny, bym chciała pracować nad nim przez ponad rok. Bo właśnie ponad rok zajmuje mi pisanie książek – bardzo dobrze się do tego przygotowuję, szukam osób, które przeżyły historie podobne do tych, które pragnę umieścić w książce, rozmawiam więc np. z ofiarami przemocy, z psychologami, z ludźmi pracującymi w pogotowiach opiekuńczych, a czasami proszę o porady policję czy lekarzy. Risercz do moich książek trwa właściwie przez cały okres pisania – nawet mając już dwie trzecie książki, potrafię zmienić dużo w fabule, gdy dowiem się o czymś, co wyda mi się ważne. Dla mnie najważniejsze jest, żeby oddać w ręce czytelnika tekst prawdziwy. Taki, który poruszy ich równie głęboko, jak mnie.

Zarówno w „Sylwii…”, jak i „5 sekund do Io” brawurowo sięga Pani po wątki związane z rzeczywistością wirtualną. Pewnie nie tylko mnie ciekawi, czy leżą one w kręgu Pani zainteresowań i pasji, czy postanowiła wykorzystać je Pani, by być bliżej odbiorcy, który np. z grami komputerowymi ma częsty kontakt.

W swoim życiu miałam incydent związany z wirtualną rzeczywistością – pisałam quest do gry internetowej dla znanego producenta. Wtedy po raz pierwszy zetknęłam się z „biblią gry”, czyli dokumentem zawierającym nie tylko opis fabularny gry, ale zbierającym wszystko to, czego gracz nawet nie zauważy, wędrując po wirtualnym świecie. Biblia gry to ciężka praca wielu osób, opisuje się w niej wcześniejsze losy bohaterów, ich religijność, politykę miejsca akcji. Zafascynowało mnie to. W ogóle zafascynował mnie wirtualny świat, wiążące się z nim niebezpieczeństwa oraz nadzieje. Obie wymienione przez Panią książki są więc po części wynikiem mojej fascynacji, a po części też świadomości, że wirtualny świat może stać się areną dla porozumienia się mojego z młodym odbiorcą.

W „Sylwii i Planecie Trzech Słońc” ważną rolę odgrywa motyl. Dlaczego zdecydowała się Pani na wykorzystanie takiego motywu?

Bohaterka powieści bardzo tęskni za swoim tatą. Żeby móc ich na nowo połączyć, potrzebowałam magicznego motywu – czegoś, co zna tylko Sylwia i on. Magiczny motyl miał to w sobie. Przyleciał z wirtualnej rzeczywistości, żeby pokazać dziewczynce drogę do taty. Czy jednak naprawdę przyleciał, czy może był tylko wzorem na starych zasłonkach, a stęskniona Sylwia uwierzyła w jego magię…? Tego już trzeba się dowiedzieć, czytając książkę.

Czy w kreacji barwnego świata w Sylwii pomogła Pani druga pasja – malarstwo?

Od pierwszej chwili, gdy zaczęłam opisywać Sylwię, wiedziałam, że tym razem nie ograniczę się tylko do opisu wirtualnej rzeczywistości. Sylwia otrzymuje grę w prezencie od swojego ojca i to musiał być bardzo osobisty dar. Włączyłam więc w niego grafiki i malarstwo, tworzone przez jej tatę. Ogromną przyjemność sprawiło mi więc opisywanie świata, gdzie woda wygląda jak nałożona pędzlem malarza, a chmury przypominają namalowane akwarelami. Sama jestem malarką, więc wreszcie mogłam napisać o swojej pasji.

Pani książki niosą ważne przesłanie, ale nie trącą dydaktyzmem. To ważne. Jak Pani to robi?

Do napisania „5 sekund do Io” musiałam się dobrze przygotować. Nigdy wcześniej nie tworzyłam przecież dla nastoletniego odbiorcy. Poszłam więc do osiedlowej biblioteki i pożyczyłam młodzieżowe książki z top dziesięciu, nie ograniczając się tylko do polskich pisarzy. Zależało mi, żeby stworzyć powieść uniwersalną. Szukałam odpowiedzi, czego młodzież potrzebuje i co jest dla nich ważne, dlaczego sięgają akurat po te powieści. Bardzo szybko znalazłam odpowiedzi. Młodzież nie chce dydaktycznych historii, tylko powieści prawdziwe, bez spłaszczonej psychologii, z wysoko podniesioną stawką, którą najczęściej jest życie głównego bohatera, pragną wielkich emocji i ważnych wyborów. I prawdy. Przede wszystkim prawdy. Napisałam więc taką właśnie historię i zaskoczyły mnie reakcje większości wydawnictw, które zarzucały mi właśnie brak nachalnego dydaktyzmu. Jeden z wydawców wprost powiedział, że kiedy w rozdziale bohater popełni coś złego, natychmiast powinien ponieść tego konsekwencje. A świat tak nie działa, prawda?

Czy przystępując do pisania, ma Pani całą fabułę ułożoną w głowie/naszkicowaną w postaci zapisków, czy tylko ogólny zarys, a reszta powstaje w trakcie pisania?

Mam tylko zarys fabuły, należę do pisarzy, którzy dopiero w trakcie pracy rozumieją, które wątki fabularne powinny nabrać większej wagi. Pisanie jest dla mnie jak magia: czasami tak długo kreślę jedną scenę, aż poczuję, że jestem w niej całą sobą – do dzisiaj pamiętam, jak w upalne lato kiedyś męczyłam się z opisem zimowej aury. Tyle razy poprawiałam ten fragment, aż dostałam gęsiej skórki z zimna. Wtedy wiedziałam, że scena jest ukończona.

Będąc przy warsztacie pisarskim. Prowadzi Pani warsztaty kreatywnego pisania. Dlaczego postanowiła Pani podjąć się tego zadania, dla kogo je Pani robi i co z nich wynika?

Pokazuję początkującym pisarzom, jak podejść do pisania poważnie, uczę ich, że tworzenie powieści to nie jest tylko zabawa, ale też praca, czasami wręcz ciężka harówka. Powołując do życia nowe światy, musimy przecież zadbać o ich spójność, konsekwencję i urok. Tak samo należy podejść do tworzenia bohatera. Chyba nikt z nas nie lubi czytać o płaskich postaciach, pozbawionych wad! Warsztaty, które prowadzę, dotykają też bardzo zaawansowanych i trudnych spraw, takich, jak tworzenie napięcia w scenach, pisania o dobrych emocjach, o samotności. Co z tego wynika? Zdarza się, ze niewiele, ale najczęściej dobre powieści, które potem znajdują wydawców. Jestem szczęśliwa, gdy obserwuję, jak zmieniają się książki, z którymi pisarze przyszli na warsztaty. Cudownie jest widzieć pisarski rozwój, cieszy też, gdy potem w rękach trzymam już wydaną powieść mojego kursanta.

Małgorzata Warda – Pisarka z Gdyni, laureatka nagrody IBBY 2015 dla najlepszej książki młodzieżowej za powieść „5 sekund do Io”. Dwukrotnie nominowana do nagrody głównej Festiwalu Literatury Kobiecej, w roku 2013 otrzymała nagrodę za powieść o tematyce wykluczenia. Wydała m.in.: „Nikt nie widział, nikt nie słyszał”, „Dziewczynkę, która widziała zbyt wiele”, „Dziewczynę z gór”. Jest także autorką tekstów piosenek. Z wykształcenia rzeźbiarka.

Małgosia (41)
Fot. Daria Nafi Photography

Sylwia_i_planeta

Sylwia i Planeta Trzech Słońc

Małgorzata Warda
wyd. Media Rodzina, 2020
wiek: 10+

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz