„Lekcje niegrzeczności. Łysol i Strusia” – recenzja książki

Jakich bohaterów mały czytelnik lubi najbardziej? Tych grzecznych, poukładanych i czasem nudnych, czy tych niegrzecznych (cokolwiek to znaczy), którym ciągle przydarzają się ciekawe przygody?

Strusia jest super grzeczna już od przedszkolnych lat. Dobrze się uczy, a nauczyciele zawsze i wszystkim stawiają ją za wzór. Dlatego też nazywa się Strusia. Niestety, koledzy za nią nie przepadają. Pewnego razu dyrektorka szkoły zgłasza dziewczynkę na całoroczny program promocji grzeczności. Wiąże się to również z noszeniem na szyi grzecznościomierza.

I w tym momencie (ciekawe dlaczego akurat w tym?) Strusia poznaje Łysola, najbrzydszego psa świata. Łysol „(…) nogi miał krzywe. Pysk kudłaty. Ogon zawinięty. Wyglądał jak stara szczotka sedesowa i pachniał też nie najlepiej”. Od tej chwili czworonożny, wielki, kudłaty przyjaciel będzie uczył dziewczynkę niegrzeczności. Tak, tak, zapewniam, grzeczności czy niegrzeczności da się nauczyć!

Co to jest grzeczność według naszej bohaterki? Grzeczność jest wtedy, gdy „robisz coś, co inni by chcieli żebyś robiła”. Grzeczność jest wtedy, gdy ubierasz się „nagalowo”. I wiele innych rzeczy to grzeczność. A co jest niegrzecznością? Hm, tego już dowiecie się z książki.

Marcin Wicha to niezwykle utalentowany autor, który udowadnia, że może pisać z sukcesem, zarówno dla dorosłych (Laureat Literackiej Nagrody „Nike”), jak i dla najmłodszych. W „Lekcjach niegrzeczności” jest zarówno autorem tekstu, jak również ilustracji. W jednej i drugiej sferze prezentuje się na szóstkę. Każdy rozdział to lekcja o bardzo wartkiej i dynamicznej akcji. Dialogi skonstruowane są przezabawnie – nieźle się przy nich bawiłam. Na szatę graficzną składają się ilustracje przeplatane komiksami w czarno-białej tonacji.

Książkę, mimo że jest dość obszerna, czyta się bardzo szybko, nie tylko ze względu na pobudzającą wyobraźnię fabułę, ale również dużą czcionkę oraz sporych rozmiarów ilustracje. Wydało ją Wydawnictwo Mamania. Do lektury już na wstępie zachęca sympatyczna okładka.

Mimo dość zabawnego tematu, autor przemyca w swojej opowieści ważne zagadnienia. Jednak najbardziej podoba mi się to, związane z jednym z pomysłów autora. Wyobrażacie sobie, co by było, gdyby wszystkie dzieci na świecie dostały takie grzecznościomierze? Marcin Wicha twierdzi, że to byłaby klęska, z tego mogłoby być nieszczęście, „epidemia dobrych manier lub inna zaraza”. Wysnuwa również tezę, że „grzeczne dzieci są jak zombie”, a „nadmiar grzeczności jeszcze nikomu nie wyszedł na dobre”. I ja się przychylam do tego stwierdzenia. Gdyby wszystkie dzieciaki były takie poukładane, niesprawiające problemów, w przyszłości wyrastaliby z nich sztywni dorośli. A jakie nudne byłyby wtedy książki dla dzieci…

Póki co, na szczęście, tak nie jest. Dlatego czym prędzej zapraszam do tej sympatycznej lektury o tym, co jest ciekawsze: bycie grzecznym czy niekoniecznie. A małym czytelnikom, mimo wszystko życzę, by ich niewidzialne grzecznościomierze czasem świeciły się na czerwono! I na podsumowanie najważniejsze: Marcin Wicha zapowiada, że to nie koniec lektury o lekcjach niegrzeczności.

Iwona Pietruchao
ocena 5

lekcje_niegrzecznosci

Lekcje niegrzeczności. Łysol i Strusia

tekst i il. Marcin Wicha
wyd. Mamania
wiek: 6+

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz