Gry komputerowe jako trzynasta Muza

Czy gry komputerowe są częścią kultury? To zależy od tego, jak kulturę rozumiemy. Jeśli zgodnie z definicją, uznającą kulturę za całokształt duchowego i materialnego dorobku społeczeństwa – to na pewno tak, gry są jej częścią. Najczęściej jednak kultura rozumiana jest jako coś, co znajduje się pod opieką Muz. Czas więc dodać kolejną boginię.

Starożytni znali ich dziewięć. XX w. dał nam dwie kolejne Muzy (film i telewizję). Czy w XXI narodzi się Muza, której atrybutem będzie komputer? Może obok książek, które powinien przeczytać kulturalny człowiek, obok filmów, które powinien obejrzeć, obok muzyki, której powinien posłuchać – znajdą się też gry, w które trzeba zagrać?

Oczekując na nową Muzę, już teraz możemy zapoznawać dzieci z dobrymi grami. Podobnie jak kształtujemy wrażliwość na słowo, czytając maluchowi Brzechwę i Chotomską, kładąc fundament pod Mickiewicza i Stachurę, możemy kształtować w dzieciach zamiłowanie do dobrej i edukacyjnej rozrywki.
Ech… tylko jak te dobre gry rozpoznać, skoro sklepowe półki uginają się od dziesiątek kolorowych pudełek, a i w Internecie znajdziemy tysiące zabaw najróżniejszej jakości?

Przede wszystkim gra powinna być zgodna z przekonaniami. Jeśli nie chcecie, by dziecko miało do czynienia z przemocą, nie udostępniajcie mu gry w zabijanie potworów, choćby jej celem głównym było rozwijanie logicznego myslenia u dziecka. Jeśli uważacie, że komputer powinien być przede wszystkim narzędziem edukacyjnym, zrezygnujcie z gier zręcznościowych – platformówek, wyścigów, symulatorów sportowych.

Dobra gra powinna być też „grywalna”. To pojęcie, które trudno zdefiniować, ale to ono stanowi różnicę między czymś, co się z irytacją wyłącza, a czymś, od czego trudno się oderwać. I nie ma to związku z wiekiem gry – bywają grywalne starocie i beznadziejne nowości. „Grywalność” nie ma też związku z ceną gry, bywają darmowe drobiazgi, przy których można spędzić wiele wieczorów, a bywa, że wiele lat pracy zespołu z milionowym budżetem daje efekt nudny i nieciekawy. „Grywalność” nie ma również związku z urodą – gra nie musi mieć jakości filmu, by dobrze się w nią grało.

Na pewno jednak wpływ na grywalność będzie miał wiek odbiorcy. I tak małe dziecko będzie zafascynowane poszukiwaniem Teletubisiów wychylających się zza krzaczków, zaś młodzież zerknie na to z obrzydzeniem. I odwrotnie: nastolatek będzie próbował wydostać się z kuchni w grze typu escape, ale przedszkolak raczej nie da sobie rady z takim zadaniem.

Łatwiejsze wydaje mi się kupno dobrej gry, niż znalezienie jej w Internecie. Możemy obejrzeć ją na półce w sklepie, poczytać recenzje w Sieci, popytać na zaprzyjaźnionym forum dla rodziców, a bywa, że i w realu. Gier online jest o wiele, wiele więcej – to najczęściej drobne formy. Część z nich adresowana jest do małych dzieci, często zgrupowane są wyspecjalizowanych wortalach, tworzonych z myślą o najmłodszych. Tu jest bezpiecznie.

Trudniej się robi, kiedy dziecko rośnie i gry dla maluchów przestają mu już wystarczać. Jest mnóstwo stron zawierających gry. Są witryny ich twórców, są rozmaite agregaty, na które wstawia się różności znalezione u autorów czy w innych agregatach.

Agregaty często utrzymują się z reklam i zależy im na przyciągnięciu jak najszerszego grona użytkowników, więc nierzadko pojawiają się w nich gry brutalne, niemoralne, erotyczne. Pół biedy, kiedy agregat, dzieląc gry na grupy, tytułuje jedną z nich „strzelanki”, czy „bijatyki”, ale niektóre zaliczają je do gier akcji. Rzadko zdarzają się dłuższe opisy, pozwalające zorientować się, w co zagramy, screen z gry często także niewiele mówi. Trzeba zagrać samemu albo znaleźć wiarygodne miejsce z solidnymi opisami. Takie jak moja Pi razy Żaba.

Gry komputerowe mogą służyć różnym celom. Większość ma po prostu bawić, choć i czysta rozrywka może ćwiczyć przydatne dziecku umiejętności: spostrzegawczość (np. zabawy w odszukiwanie różnic na dwóch obrazkach w grze Fałszerz) czy koncentrację (zabawy typu memo, czyli odkrywanie kart parami tak, żeby na obu pojawiły się identyczne obrazki – np. Tomek i przyjaciele). Są też gry, które służą edukacji: matematycznej (np. Przekłuwanie baloników), geograficznej (np. Kraje świata) czy językowej (np. Aligator).

Ale są i gry, które przybliżają do kultury. Do książek, do filmów i muzyki. Tak jak ilustrowana muzyką gra, której bohaterem jest wielki kompozytor Fryderyk Chopin. Gry i kultura? Oczywiście.

Dominika Piechowicz
prowadzi bloga Pi razy Żaba

(Dodano: 2011-01-20)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz