Chciałabym, ale się boję – refleksje na temat podejścia do trudnych tematów w literaturze dla dzieci

Program gdańskich spotkań, zorganizowanych w ramach projektu „Tabu w sztuce dla dzieci”, już od samego początku wyglądał bardzo pociągająco. Dwa dni spotkań dla dorosłych, warsztatów dla dzieci, wystawa ilustracji i prezentacja książek dotykających społecznie ważnych tematów – zarówno już wydanych w Polsce, jak tych, na które przyjdzie nam, czytelnikom, jeszcze poczekać . Jako całość – propozycja nie do odrzucenia.

Niestety, proza życia nie pozwoliła mi na pełne uczestnictwo w całym cyklu i tak mój wybór padł na spotkanie dla dorosłych ze szwedzkim pisarzem Ulfem Nilssonem. Może dlatego, że to wybitna postać nowoczesnej literatury dla dzieci w Szwecji, autor ponad 120 książek dla dzieci i młodzieży, a może dlatego, że jest autorem tej jednej, która mnie wzrusza i cały czas nie daje o sobie zapomnieć . Mam na myśli książkę pod tytułem „Żegnaj, Panie Muffinie!”

I tak, niesiona łzą, wzruszeniem, a przede wszystkim ciekawością, znalazłam się w piękny niedzielny poranek w sali Nadbałtyckiego Centrum Kultury w Gdańsku. Spośród wielu mądrych słów, jakie padły tego niedzielnego poranka, zarówno ze strony autora, jaki i zgromadzonej publiczności, wybrałam kilka, które mocno zapadły w moją pamięć, i o których chciałabym napisać.

Ważną rzeczą, na którą zwrócił uwagę szwedzki autor, jest umiejętność czytania książek dla dzieci, dotykających tematów społecznie ważnych, często identyfikowanych z tabu. Oprócz tradycyjnej metody czytania, można taką książkę czytać fragmentami. Posługując się mądrością rodzica i znając jak nikt inny nasze dziecko, możemy pewne fragmenty opuścić, szczególnie te, które są naszym zdaniem zagrażające. Można do nich wrócić później. Obserwując reakcję dziecka, wybieramy fragmenty, które są dla niego szczególnie interesujące , które dziecko chce usłyszeć jeszcze raz, takie, które są dla niego szczególnie ważne. Nie ma nic złego w tym, że mały czytelnik oznajmi w pewnym momencie: „dość” i to akurat wcale nie pod koniec książki, lecz w jej połowie, czy też na samym początku. Przecież pojemność emocjonalna dziecka też ma swoje granice, ono też potrzebuje czasu, aby się uporać z informacjami, które do niego płyną.

Jak mówiła słynna szwedzka pisarka Astrid Lingren, nie ma co przed dzieckiem roztaczać fałszywych parasoli ochronnych, lecz z drugiej strony wydaje mi się, że nadmierne pokazywanie dziecku rzeczywistości otaczającego nas świata z całym jego okrucieństwem, nie jest również właściwą drogą. Po pewnym czasie można do książki wrócić i przeczytać następny fragment. W przypadku tego typu książek nie chodzi o samo czytanie. Istotniejszą kwestią jest rozmowa z dzieckiem, dyskusja wywołana przez treść.

Mam wrażenie, że perspektywa tego właśnie dialogu, zagłębienia się w świat dziecinnych lęków i emocji jest wyzwaniem, którego można się obawiać. Z drugiej strony przecież wiara czy przekonanie, że pewnych trudnych, lecz ważnych rozmów z dzieckiem udam nam się uniknąć, jest obłudą i oszukiwaniem samych siebie. A tak przynajmniej powstaje płaszczyzna do takiej rozmowy, przygotowana przez książkę, która staje się narzędziem mającym ułatwić rodzicom wychowanie dziecka.

Szwedzki gość zwrócił uwagę na fakt, że oprócz tego, iż książkę czytamy leżącemu w łóżku dziecku i przerabiamy z nim wybraną kwestię, tę samą książkę czytamy drugiemu dziecku, będącemu w nas samych. Zastanawiającym jest, ile własnych lęków, trudnych doświadczeń z dzieciństwa my, dorośli, dźwigamy przez całe życie.

Książka „Żegnaj, Panie Muffinie!” oraz inne pozycje prezentowane podczas tego spotkania powstały właśnie w wyniku doświadczenia przez autora trudnej sytuacji, bądź to w życiu dorosłym, bądź w dzieciństwie. Mam wrażenie, że te z dzieciństwa są wyjątkowo skomplikowane i podstępne. Uśpione i głęboko schowane w nas samych, budzą się i wypływają pod byle pretekstem. Jak podkreślił szwedzki autor, jest to szczególnie istotna kwestia, gdyż jedną książkę temu samemu dziecku bardzo często czyta kilka osób dorosłych. Czyta przecież mama, tata, babcia, dziadek.

Kontynuując spotkanie, Ulf Nilsson podzielił się bardzo ciekawym spostrzeżeniem, które było wynikiem przeprowadzonych w Norwegii warsztatów dla dzieci. Zajęcia pod tytułem „Rzecz, której boję się najbardziej to…” odbyły się już po tragicznych wydarzeniach, jakie dotknęły norweski naród. Oczywiście jako rzecz, której boją się najbardziej, dzieci wskazywały obawę nowego zamachu. Okazało się, że żadne racjonalne „dorosłe” argumenty o tym, że policja złapała już winnego, że jest osadzony w więzieniu i jest pilnie strzeżony, i z całą pewnością nie ucieknie, wcale nie trafiły do dzieci, nie załagodziły strachu. Poniosły klęskę. Dopiero zejście do dziecięcego poziomu komunikacji za pomocą odrobiny absurdu i humoru, pomogło nawiązać rzeczywistą rozmowę na temat tego właśnie lęku i sposobu, jak z tym lękiem sobie poradzić.

Spotkanie toczyło się w luźnej atmosferze przy aktywnym udziale publiczności. Mam wrażenie jednak, że Ulf Nilsson wydawał się nieco zaskoczony zadawanymi pytaniami. Myślę, że spodziewał się dyskusji na temat książek, a z większości zadawanych pytań przebijały się dylematy polskiego rodzica: czy książki poruszające trudne tematy są dobre dla dziecka, a może należy się ich obawiać; kiedy zacząć je czytać i czy warto je czytać. Ja oczywiście też się nad tym zastanawiam za każdym razem, gdy na rynku ukazuje się kolejna książka o trudnych tematach.

Niszowym wydawnictwom, którym chciałabym w tym miejscu pogratulować konsekwencji i uporu w wykonywaniu „dobrej roboty”, udało się dotrzeć z tego typu literaturą do rodziców, co wcale nie było takie oczywiste. Nie można już powiedzieć, że jej nie ma – jest, i sądząc po ilości wydawanych pozycji, ma się dobrze. Przebija się przez półki księgarni i coraz szerzej istnieje w świadomości polskich rodziców, choć wciąż niestety trochę tak, jak podyktowany miłością dylemat rodzica: chciałabym, ale się boję.

No cóż, może to jest tak jak z pierwszym pocałunkiem.

Krystyna Klif

Żegnaj panie Muffinie

Żegnaj, panie Muffinie!
Ulf Nilsson
il. Anna-Clara Tidholm
przeł. Hanna Dymel-Trzebiatowska
wyd. EneDueRabe, 2008
sugerowany wiek: 5+

(Dodano: 2011-10-21)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz