„Wszystko lata co ma skrzydła” – recenzja spektaklu

Oszczędna scenografia, dominacja bieli, żadnych słów, za to dużo humoru i świetne pomysły reżysera – tak w jednym zdaniu opisać można najnowsze przedstawienie dla dzieci, wystawiane w warszawskim Guliwerze.

Jedno zdanie to jednak zbyt mało, by zmieścić w nim wszystkie zdarzenia i emocje, które wypełniają spektakl Jakuba Krofty. Fabuła jest w zasadzie dość nieskomplikowana – trzy niemowlaki w wielkim wiklinowym wózku bawią się balonikiem. A balonik, jak to baloniki mają w zwyczaju, szczególnie te pompowane helem – ucieka. W mojej głowie natychmiast zabrzmiały słowa piosenki Bułata Okudżawy – Płacze dziewczynka balon uciekł jej, ludzie mówią „nie płacz”, a balonik hen. Bo tu jest dokładnie tak samo – niemowlaki wpadają w rozpacz, gdy balonik oddala się coraz to wyżej i wyżej. Lament nie trwa jednak zbyt długo, gdyż mali spryciarze obmyślają już, jak by tu odzyskać swoją zgubę. Kombinują całkiem logicznie – może nawet zbyt logicznie, jak na roczne bobasy – jeśli balon poleciał do góry, to nie pozostaje nic innego, niż wznieść się w przestworza i dogonić uciekiniera. Rodzących się w małych głowach pomysłów pozazdrościć mogą maluchom nie tylko dzieci, ale przede wszystkim wyzbyci wyobraźni i marzeń dorośli.

Wszystkie przymiarki są dość karkołomne i zdecydowanie nie należy próbować powtarzać ich w domu. Najpierw jeden ze śmiałków przyczepia sobie do ramion boki wózka jako skrzydła – efekt jest opłakany – ale widzowie płaczą ze śmiechu, gdy pozostałe dwa niemowlaki przywracają głowie kolegi właściwe położenie. Później wiklinowy wózek zmienia się w dwupłatowiec, a na końcu w rakietę, by zabrać śmiałków na planetę zaginionych baloników.

Wszystko lata, co ma skrzydła

Reżyser konsekwentnie i z powodzeniem zrealizował szereg zwariowanych pomysłów, wykorzystując do tego bardzo skromne środki wizualne – projektor, dzięki któremu po sali teatralnej lata ptak; podświetlane rekwizyty, które, ukryte za białym prześcieradłem, wprowadzają element teatru cienia; błyskającą lampę umożliwiającą oddanie atmosfery panującej podczas burzy czy startu rakiety (w tych momentach co bardziej wrażliwe dzieci na widowni mogę się bać, ale na szczęście nie trwa to bardzo długo).

W spektaklu nie pada ani jedno słowo, prócz kilku powtarzających się dźwięków (np. da-da), wydawanych przez rezolutne bobasy. Mimo to widz, nawet ten najmłodszy, z łatwością śledzi następujące po sobie zdarzenia, daje się wciągnąć w wir pantomimicznych gagów i żartów sytuacyjnych rodem z niemego filmu.

Jedyne, czego zabrakło mi w tym spektaklu, to muzyka. Owszem, jest tu oprawa dźwiękowa, zresztą świetnie dobrana do poszczególnych scen. Jednak momentami chciałoby się, by cisza, wynikająca z charakteru spektaklu, wypełniła się melodią, spajającą elementy tego jakże wesołego, pełnego wdzięku i humoru przedstawienia.

Ewa Świerżewska

Wszystko lata co ma skrzydła
Reżyseria: Jakub Krofta
Scenografia: Marek Zákostelecký
Muzyka: Vratislav Šrámek
Asystent reżysera: Robert Drobniuch
Obsada: Katarzyna Brzozowska, Tomasz Kowol, Adam Wnuczko
Inspicjent – Krystyna Bogacka
Premiera 7 listopada
Przedstawienie dla dzieci od lat 3.
Czas trwania spektaklu 60 minut.
Teatr Guliwer
ul. Różana 16
Warszawa
www.teatrguliwer.waw.pl

(Dodano: 2009-11-12)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz