„Nina i Paul” – recenzja spektaklu

Poznańska Scena Wspólna nowy sezon rozpoczęła dość przekornym repertuarem. We wrześniu Centrum Sztuki Dziecka przedstawia spektakl na dwoje aktorów, dwie szkolne ławki i dwa krzesła. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo w tym miesiącu rozpoczęły się lekcje, ale… sztuka „Nina i Paul” dzieje się w dniu rozdania świadectw. Czyżby twórcy chcieli wzbudzić w młodych widzach złość i gniew?

"Nina i Paul", Centrum Sztuki Dziecka, fot.  Piotr Bedliński

„Nina i Paul”, Centrum Sztuki Dziecka, fot. Piotr Bedliński

 

Uczniowie uczestniczą w ostatnich lekcjach. W trakcie przerwy Paul zdąży jeszcze stoczyć ostatnią bójkę. Chłopiec w drodze do domu przypomina sobie, że zarozumiała Nina, z którą w parze konwersował na języku angielskim, nie będzie już z nim chodziła do jednej klasy. Dziewczynka, wracając ze świadectwem ze szkoły, spostrzega Paula. Kolega zauważa Ninę. Zdobywają się na rozmowę, co od obojga wymaga przełamania się i odwagi. Nina zaprasza Paula do rodzinnego gospodarstwa. Tak rozpoczyna się pierwszy dzień wakacji i pierwsza miłość.

Nie fabuła w tym spektaklu ma największe znaczenie, najistotniejsze są uczucia. Emocje wybrzmiewają dzięki doskonałemu zespoleniu dynamicznej, przesyconej ruchem, gestem i mową gry aktorskiej z precyzyjnie oszczędną scenografią. W sztuce znajdzie się też coś dla nastoletnich twardzieli, którym rozmowa o uczuciach wydaje się śmieszna. Coś zabawnego? Również, ale nie tylko to.

W bardzo świeżej relacji Niny i Paula jest sporo nieśmiałości i niezręczności, więc para niewiele rozmawia ze sobą. Natomiast wewnątrz bohaterów buzują emocje, a w ich głowach kotłuje się niezliczona ilość myśli. Na dodatek chłopiec i dziewczynka są w przełomowym momencie swojego życia, świat postrzegają jako dziwny, czasem głupi oraz wyolbrzymiają wiele sytuacji. Nina i Paul te same wydarzenia postrzegają odmiennie. Annie Mierzwie i Łukaszowi Chrzuszczowi świetnie udaje się odegrać rodzącą się więź między bohaterami, zobrazować wewnętrzne przeżycia i zaznaczyć różnice w odbiorze rzeczywistości. Aktorzy zdecydowanie częściej niż do siebie mówią w stronę publiczności. Wygłaszają monologi, rzadko wchodząc ze sobą w dialog, ale nie milkną ani na chwilę. Gdy postacie nie potrafią dokładnie nazwać tego, co się z nimi dzieje, to, w nawiązaniu do lekcji w szkole, wymyślają rymowanki o kotku. Łukasz Chrzuszcz gra więcej ciałem, opanowuje całą scenę. Anna Mierzwa, jak na kobietę, tu jeszcze dziewczynę, przystało, pozostaje oszczędniejsza w operowaniu ruchem, lecz dominuje głosem i mimiką. Nauczycielka kreowana przez każdego z aktorów prezentuje się inaczej, ale równie barwnie. Gra kontrastem prowadzi do wzajemnego dopełnienia i stwarza mnóstwo komicznych sytuacji.

Scenografia ułatwia skupienie uwagi widzów na postaciach. Ciepłe statyczne światło równomiernie oświetla umieszczone na podeście naturalne drewniane ławki i krzesła. Pod podestem znajdują się szuflady, z których aktorzy w trakcie spektaklu wyjmują pojedyncze rekwizyty. Wykorzystane przedmioty sygnalizują zmieniające się miejsca akcji, ale nie przeszkadzają w koncentracji na przeżyciach bohaterów. Szkolna sala po zestawieniu ze sobą ławek i nakryciu ich obrusem zamienia się w jadalnię w domu dziewczynki. Ułożenie mebla jednego na drugim tworzy wiatrak. Pomysłowa scena, w której Nina i Paul wspinają się po drabinie, skonstruowanej z krzeseł zwróconych do siebie oparciami, zapada w pamięci. Bardzo trafionym zabiegiem okazuje się rozszerzenie przestrzeni scenicznej dźwiękiem. Odgłosy kur, świń czy krów, dochodzące z kulisy, w zupełności wystarczają, by zorientować się, że Paul zwiedza gospodarstwo. Z perspektywy dorosłego widza tablica w głębi sceny, na której wyświetlane są numery epizodów i zadania je podsumowujące, wydaje się zbędna, ale może ta multimedialność zachęca do obejrzenia sztuki nastolatków, a do nich przecież adresowany jest spektakl.

Żadna komedia romantyczna, a „Nina i Paul” z pewnością należy do tego gatunku, nie będzie pełna bez lekkich i wpadających w ucho piosenek. Wpisują się w wartkie tempo spektaklu. Teksty utworów niemiecką sztukę silniej osadzają w polskim kontekście. Anna Mierzwa ma okazję do zaprezentowania umiejętności wokalnych i udanego popisu podczas wcielania się w kilka postaci śpiewających ten sam utwór. Jednak zdecydowanie to nie piosenki bawią najbardziej, dużo bardziej rozśmieszają perypetie bohaterów.

Symboliczne środki sceniczne zestawione z potokiem słów wyostrzyły wspomnienia nadal żywych emocji. Nina i Paul snują opowieść, a nawet dwie, o początku lata już po rozpoczęciu roku szkolnego. Centrum Sztuki Dziecka uwielbia i szanuje swoich młodych widzów, więc nie zadałoby im bólu zwodząc wakacjami.

Maria Maczuga
fot. Piotr Bedliński
ocena: 5

Nina i Paul
Tekst: Thilo Reffert
Przekład: Lila Mrowińska-Lissewska
Reżyseria: Jerzy Moszkowicz
Muzyka/Aranżacje: Jacek Skowroński
Ruch sceniczny: Paulina Wycichowska
Scenografia/Rekwizyty/Materiały multimedialne: Jakub Psuja
Kostiumy/Rekwizyty: Angelina Janas–Jankowska
Producent: Wojciech Nowak
Asystentka reżysera/Inspicjentka: Izabella Nowacka
Występują:
Anna Mierzwa, Łukasz Chrzuszcz
wiek: 10+

 

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz