„Wspólne nie znaczy niczyje, czyli o podwórkach i ulicach coś dla dziecka i rodzica” – recenzja książki

Takie stwierdzenia powinny padać na końcu recenzji, ale tym razem pozwolę sobie odwrócić kolejność i napisać o tym na początku. Ta książka powinna być wręczana wszystkim, którzy kupują własne mieszkanie. Powinna być również obowiązkową lekturą na każdym poziomie edukacji. Od przedszkola po studia magisterskie.

Społecznicy zwracają coraz większą uwagę na przestrzeń publiczną. Dużo mówi się o miejscach, w których mogłyby się spotykać lokalne wspólnoty i wartościach, jakie te spotkania ze sobą niosą. Kiedy jednak przychodzi czas na zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością, okazuje się, że ludzie nie chcą się integrować, nie chcą robić niczego razem. Każdy zamyka się w swoim mieszkaniu, z którego wychodzi jedynie do pracy i po zakupy. Poza tym stara się niczego nie widzieć i nie słyszeć. Z tego właśnie powodu decyzje o tym, co powstanie na osiedlu, podejmuje często spółdzielnia, administracja albo władze miasta. Dziś, kiedy kupno mieszkania wiąże się z wzięciem ogromnego kredytu, wiele osób pozwala na to, żeby ktoś decydował za nich, w jakim otoczeniu będą mieszkać. Nie interesuje nas to, co się dzieje wokół tak bardzo, że nawet nie zwracamy uwagi tym, którzy dewastują wspólną przestrzeń. Strach, brak szacunku dla innych, a może jeszcze inna motywacja sprawiają, że ludzie odwracają oczy, właściciel nie sprząta po psie, dziecko maluje kredkami po ścianach klatki schodowej, a ktoś inny, zamiast wrzucić śmieci do kosza, rzuca je na chodnik. Właśnie żeby uniknąć podobnych sytuacji, zalecałabym wszystkim przeczytanie książki, pt. „Wspólne nie znaczy niczyje, czyli o podwórkach i ulicach coś dla dziecka i rodzica”.

W książce poznajemy mieszkańców pewnego bloku, którzy zostają postawieni w bardzo trudnej sytuacji. Właściciel działki sąsiadującej z ich podwórkiem chce zbudować na niej parking. Samochody, które miałyby na nim stać, musiałyby przejechać przez podwórko naszych bohaterów. Co prawda inwestor obiecuje im wybudowanie równego chodnika i zagospodarowanie terenu podwórka, ale lokatorzy nie chcą się na to zgodzić. Ich determinacja zostaje nagrodzona i na do niedawna pustej działce powstaje duży i nowoczesny plac zabaw! Powstaje również parking, ale kilka ulic dalej. Z chodników znikają samochody i wszyscy są zadowoleni. Sami zdecydowali o tym, jak zostanie zagospodarowany teren wokół ich domu.

Jako naród mamy problem z dbaniem o przestrzeń wspólną. Ta książka to ważny głos w dyskusji na ten temat. Mowa jest w niej nie tylko o architekturze naszych miast, ale również o tym, jak dbamy o rzeczy, których używamy każdego dnia. Są zniszczone wiaty przystankowe i zdewastowane tramwaje. Kupowane i remontowane za miejskie pieniądze, są regularnie dewastowane przez ludzi, którzy chcą w ten sposób popisać się przed znajomymi.
„Wspólne nie znaczy niczyje” to nie tylko historia mieszkańców broniących się przed budową parkingu w pobliżu ich domu. Wiele stron tej książki można rozłożyć, wtedy naszym oczom ukazują się rozważania teoretyczne. Mogą się one stać punktem wyjścia do rozmowy na temat tego, co to znaczy wspólne i dlaczego to, co wspólne, nie jest niczyje. Uświadomienie sobie znaczenia tych słów to pierwszy krok do zmian w naszym świecie. Zmian, które są bardzo potrzebne!

Magda Kwiatkowska-Gadzińska
Ocena 5

Wspólne nie znaczy niczyje

Wspólne nie znaczy niczyje, czyli o podwórkach i ulicach coś dla dziecka i rodzica

Alicja Szyguła, Jakub Głaz
il. Ola Woldańska-Płocińska
wyd. Forum Rewitalizacji, 2017
wiek: 6+

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz