Literackie seriale, czyli co słychać u naszych książkowych przyjaciół

Od jakiegoś czasu obserwuję rynek wydawnictw książkowych dla dzieci i przyznać muszę z nieskrywaną radością, że powinniśmy być dumni. Możemy naszym pociechom kupować książki mądre, dowcipne, pięknie wydane, wspaniale zilustrowane, nagradzane, książki znakomitych autorów, książki polskie i tłumaczone na język polski. Słowem – chyba dawno nie było tak dobrze.

Uwielbiam patrzeć, jak moje córki, choć każda jest na innym etapie tej książkowej przygody, wybierają i rozmiłowują się w literaturze i zaprzyjaźniają z książkowymi bohaterami. Nie mamy w domu telewizora, więc dla nas książki pełnią rolę serialu. I kiedy pojawia się nowy „odcinek”… czytamy bez opamiętania!
A że takich literackich „tasiemców” trochę już by taki młody człowiek naliczył, podpowiemy, co nowego u naszych książkowych przyjaciół.

Na początek Lasse i Maja – „Tajemnica mody”, Martin Widmark, Helena Willis, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2017.

Tajemnica mody

Szwedzkie miasteczko Valleby dzięki wizycie najważniejszego kreatora mody na świecie staje się na chwilę mini-Mediolanem. Jean-Laurent organizuje na Rynku pokaz mody i zamierza nagrodzić najlepiej ubranych autochtonów. Lasse i Maja znów będą mieli pełne ręce pracy, ale to nie dlatego, że spróbują rozwiązać zagadkę, kto zgarnie nagrodę projektanta. Oto pewnego dnia ginie Lulu, czyli kotka Jeana-Laurenta. Szybko się okazuje, że jest to uprowadzenie dla okupu, którym ma być teczka z projektami kolekcji na przyszły rok. Kto jest zamieszany w zaginięcie Lulu, kto wygra konkurs, oraz jakie kostiumy zaprezentują mieszkańcy Valleby, to podstawowe wątki tej książki. Lasse i Maja znów będą niezrównani, a całość dowcipna i taka na wskroś szwedzka. Pozycja obowiązkowa dla fanów sztuki dedukcji.

Przyjaciele naszych przyjaciół…, czyli o chłopcu, który chodzi do jednej klasy z Dunią.

„Mattis i jego przygody w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie” Rose & Samuel Lagercrantz, Eva Eriksson, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2017.

Mattis

Zacznę od tego, że wydawca miał wspaniały pomysł, by książkę dla dzieci w wieku wczesno-szkolnym wydać jako dość grubą (ponad 180 stron) i na dodatek w twardej oprawie, lekturę. Przeczytanie bowiem takiego tomu to dalece motywująca sprawa, a przygody Mattisa przecież czyta się jednym tchem, zaśmiewając do rozpuku i zerkając ze strony na stronę, w poszukiwaniu śladów małych stópek Duni. O niej autorka napisała m.in.: „Moje szczęśliwe życie”, „Moje serce skacze z radości”, „Życie według Duni” czy „Do zobaczenia następnym razem” i przyzwyczaiła, że można nawet dla początkujących czytelników pisać w tak wyjątkowy sposób o uczuciach.
Początki w szkole u Mattisa nie są łatwe. Chłopiec spotyka się z agresją kolegi, który nie bez powodu nazywany jest Benim Bandziorem; jego nauczycielka prawie umiera na zawał; a on ma niemałe problemy z nauką pisania i czytania. Na szczęście są to tylko przysłowiowe „koty za płoty”, później będzie już tylko lepiej, by w trzeciej klasie było po prostu super!

O niezwykłej mocy przyjaźni, o zespole „The Monster Mixers”, o tym, co Dunia wypisywała w swoim sekretnym zeszycie i jak to się stało, że Mattis miał ksywę święty, a jego kumpel Poducha – błogosławiony. Oczywiście fajnie się czyta, gdy znamy Dunię, ale i bez tej znajomości jest to absolutnie fantastyczna książka.

I jeszcze jeden „odcinek” z wydawnictwa Zakamarki. Oto Tsatsiki. Tego kolegi nie trzeba chyba nikomu przedstawiać.

„Tsatsiki i Per”, Moni Nilsson, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2017.

Tsatsiki i per

Tsatsiki jest już w piątej klasie, więc biorąc pod uwagę fakt, że poznaliśmy go, gdy był w pierwszej, można powiedzieć już tylko ciocine: „oj, jak ten czas leci”! Dla wszystkich, którym temat dojrzewania jest bliski czy wręcz spędza sen z powiek, to lektura obowiązkowa. Moni Nilsson nie traktuje swoich bohaterów w jakiś szczególny sposób. Ot, normalna sprawa – włosy łonowe, rosnące piersi i hormony. Jedenastolatki (wiem, bo obserwowałam!) czytają z wypiekami na twarzy – szczególnie że to kolejny tom o miłości; pełnej niespełnienia, problemów, kłótni, dramatów, ale jednak miłości. „Tsatsiki i Per” to świetna książka też dlatego, że przy całym pokomplikowaniu patchworkowej rodziny chłopca, dostrzegamy w nim fajną i mądrą przemianę z dziecka w młodego mężczyznę, który rozumie wiele spraw (problemy Mamuśki i Jensa, czy finansowe kłopoty greckiego taty) już w inny sposób. Spokojnie można czytać nie znając wcześniejszych części, choć wydaje mi się, że jednak znając je, mamy zdecydowanie więcej frajdy.

A na koniec ktoś, kto od wielu lat jest „serialową” gwiazdą polskiej literatury dla dzieci, czyli Basia!

„Basia i basen” duetu: Zofia Stanecka i Marianna Oklejak, Wydawnictwo Egmont, Warszawa 2017, to obok opowieści o Bożym Narodzeniu, kolejna moja ulubiona Basia. Dlaczego? A no dlatego, że perypetie basinej rodziny, gdy tylko mama się rozchoruje lub zwyczajnie nabawi kontuzji, są po prostu fantastyczne i tak jakoś dziwnie znajome…

basia i basen

Tym razem mamę rozłożyła choroba. Wiadomo, że jest poważnie, bo w innym przypadku byłaby to opowieść o wyprawie na basen całej rodziny! No więc mama leży w łóżku z gorączką, Frankiem zajmuje się babcia, a tata zabiera Basię i Janka na basen. I to taki basen ze zjeżdżalniami i wodotryskami i różnymi bajerami, jakie dzieci uwielbiają, a dorośli niekoniecznie, bo w nich to nawet więcej niż wody jest hałasu… Koniec końców, zabawa była wyborna, choć roztargnienie taty w kwestii kąpielówek tego nie zapowiadało! Fani i przyjaciele Basi mają okazję pokibicować jej w zjeżdżaniu z wodnych zjeżdżalni, a sami dowiedzą się sporo o basenowym savoir-vivrze.

Pogodna, jak zawsze, wesoła i mądra książka dla rezolutnych przedszkolaków. Czytana o tej porze roku wspaniale zmienia perspektywę! Gorąco polecam.

Kalina Cyz

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz