„Okruszki” – recenzja książki

Zdarza się tak, że ktoś – powiedzmy sobie – ma odstające uszy, albo duży nos. Inny głośno się śmieje, a jeszcze inny wolno biega. Ktoś tam ma często czkawkę, ktoś wybucha płaczem bez powodu, albo mruży oczy. Jeszcze innego ktosia wyróżniają rude włosy i piegi w ilości niepoliczalnej, a małą Marysię wyróżniały… okruszki.

To znaczy, nie okruszki same w sobie, tylko okruszkami kruszenie! Marysia, nawet jedząc z zamkniętą buzią, rozsiewała wokół siebie poświatę z okruszków, a one były dosłownie wszędzie. I choć wszyscy starali się jakoś problem „okruszkowania” rozwiązać – by wspomnieć najbardziej pomysłowe: folię malarską rozkładaną do jedzenia, posiłki w ogrodzie, podręczny miniodkurzacz na baterie, wizytę u psychologa, a na koniec… płynną dietą – nie wskórało to nic. Problem nabrzmiał do tego stopnia, że Marysia, która wcześniej akceptowała „swoje” okruszki, jak „swoje” kręcone włosy i „swoją” alergię na kurz, odmówiła całkowicie jedzenia. Była smutna i słaba, ale nie chciała już odróżniać się od „nie-kruszących” dzieci. I byłoby się to skończyło pewnie tragicznie, gdyby nie przypadek, który zawsze szczęśliwie łączy i ocala ludzie istnienia.

Oto bowiem Marysia dostrzega w oknie chłopca, który przeżuwając coś, kruszy tak, jak ona – ba! on kruszy jeszcze bardziej! To był Klemens, którego Maria polubiła (z wzajemnością) od razu. Klemens okazał się „lekiem na całe zło”. Nie przeszkadzały mu okruszki, rude włosy, odstające uszy i piegi. Podobał się sobie i Marysia też mu się podobała. I to właściwie koniec książki „Okruszki” Marty Szloser, z charakterystycznymi ilustracjami Moniki Rejkowskiej, Wydawnictwo Ezop, Warszawa 2017. Ale czy to koniec tej opowieści? A gdzie tam! To dopiero początek. Kiedy dziecko zaczyna dorastać, dojrzewać i zmieniać perspektywę postrzegania siebie, rodzic musi być bardzo czujny. Musi rozmawiać, pytać, odpowiadać i być bardzo blisko. Książki takie jak „Okruszki” mogą być w tym okresie bardzo pomocne. Mogą trochę przewrotnie, trochę dowcipnie, ale bardzo inteligentnie mówić o samoakceptacji. W naszym domu „Okruszki” przyjęliśmy z otwartymi ramionami – szczególnie, że nasz tata też chrapie, moje włosy też zatykają odpływy w wannie, a starsza córka też obgryza paznokcie (no, może bez plucia na wszystkie strony). O co chodzi? Przeczytajcie sami, a zapewniam, że uśmiejecie się do łez!

Gorąco polecam,
Kalina Cyz

Okruszki_okl

Okruszki

Marta Szloser
il. Monika Rejkowska
wyd. EZOP Sp. z o.o.
wiek: 5+

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz