„Pudle i frytki” – recenzja

Już dawno nie miałam takiego wrażenia, że czytam coś, co jakby już znam… I choć przecież nie znam, ale jest mi tak dziwnie bliskie. Coś, jakby czytać na nowo Krasickiego?

No dobrze, ale od początku. „Pudle i frytki” Pii Lindenbaum, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2017, to z pozoru lekka i przyjemna książeczka. Oto bowiem trzy psy – Ulisa, Ludek i Katka mieszkają sobie w kraju, w którym jest im dobrze. Mają ziemniaki, szczeniaczka i basen. Taka mała arkadia. Pewnego dnia jednak kończy się zapas ziemniaków i woda. W dodatku jest tak gorąco, że nawet dżdżownice usychają, a w basenie pęka posadzka. Trzeba szukać nowego domu, jedzenia, wody i miejsca na nowy basen. Psiaki pakują się do łódki, zakładają kapoki i zostawiając szczeniaka (bo nie ma już dla niego miejsca) wyruszają w niebezpieczną drogę. I choć początkowo jest tak przyjemnie, że można nawet śpiewać sobie piosenki, to z czasem nadchodzi sztorm… Szczęśliwie morze się uspokaja, psy (i szczeniak, który płynął początkowo wpław) są uratowane.

Na brzegu, w innym kraju, witają ich pudle. Początkowo myślą, że to letnicy, jednak prawda okazuje się dużo bardziej skomplikowana. Ulisa, Ludek i Katka opowiadają, jak musiały opuścić swój dom, bo brakowało im ziemniaków i wody. Pudle pozwalają im zostać i chcą ugościć ciepłym posiłkiem. Niestety, jeden z pudli jest im nieprzychylny. Nie chce się dzielić jedzeniem, wodą ani domem. Na szczęście tych przyjaznych psów jest więcej i… koniecznie przeczytajcie, czy nasi bohaterowie znajdą nowy dom, posmakują jeszcze frytek i wybudują basen.

Ale czy to rzeczywiście jest książka o morskiej podróży i przeprowadzce?

Kluczem do czytania tej opowieści jest to, by dostrzegać jej drugie dno. Właśnie jak w bajkach i przypowieściach wspomnianego Ignacego Krasickiego. To bowiem nic innego, jak opowieść o uchodźcach. Nie wszyscy przecież uciekają z powodu wojny. Ludzie uciekają też z miejsc, w których po prostu brakuje wody. Dlaczego tu w Europie, gdzie „ziemniaki rosną, że hej”, nie chcemy podzielić się naszymi domami? Dlaczego tak boimy się, że gdy przyjadą, to zjedzą nasze frytki? A może po prostu niektórym wydaje się, że rasowy pies to… o nie, nawet nie dokończę tego zdania!

Och, jaka mądra to książka! Do czytania i rozmawiania z dziećmi o tak wielu społeczno-politycznych problemach współczesnego świata: od kryzysu ekologicznego i globalnego ocieplenia, po kwestie uchodźctwa, ale też o zwyczajnej ludzkiej pomocy, przyjaźni, samotności, szczerości i szczodrości.

Nie lubię frytek, ale „Pudle i frytki” to rarytas!

Kalina Cyz

Pudle i Frytki

Pudle i Frytki

Pija Lindenbaum
przeł. Katarzyna Skalska
wyd. Zakamarki, 2017
wiek: 5+

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz