„Szkoła magicznych zwierząt” – recenzja

Niby zwyczajna to szkoła, jakich wiele wokół, ze zwyczajnymi uczniami, którzy hałasują i swoimi psotami denerwują woźnego. Ale to również magiczne miejsce, choć na pierwszy rzut oka wcale tego nie widać. To „Szkoła magicznych zwierząt”.

W tej zwyczajnej szkole pojawia się nowa wychowawczyni. Panna Cornfield przedstawia swoim uczniom niezwykłego gościa. To pan Mortimer Morrison, właściciel sklepu z magicznymi zwierzętami, które potrafią mówić. Jego wizyta powoduje sporo zamieszania, gdyż pan Morrison obdarowuje uczniów zwierzętami. Nie wszystkich uczniów, wybranych… Których uczniów i jakimi zwierzakami, tego już nie zdradzę. Powiem tylko, że od tego momentu nic już nie jest takie, jakby się wydawało.

Kolejna książka o tym, że człowiek rozumie mowę zwierząt – sporo ich ostatnio na wydawniczym rynku dla dzieci i młodzieży. Ale może to jakiś znak, że ludzie tak bardzo potrzebują tej przyjaźni? A może dowód na to, że się zatracili społecznie i łatwiej im porozumiewać się ze zwierzakami?

To również opowieść o tym, że nie liczy się powierzchowność, że nie powinno się ludzi oceniać po wyglądzie, bo to nie warstwa zewnętrzna świadczy o duchowym charakterze i życiu człowieka.

Benni nieudacznik, denerwująco powolny, nic mu nie wychodzi, wszystkie klasowe grzeszki są jego udziałem, szybko staje się szkolną ofiarą losu. A w rzeczywistości okazuje się interesującym i pełnym pasji człowiekiem. A Jo, niby taka gwiazda socjometryczna, przystojny, modnie ubrany, wzdychają do niego wszystkie dziewczyny. W głębi duszy nieszczęśliwy chłopak, który zazdrościł Benniemu i który musiał podstępem zwracać na siebie uwagę otoczenia. To zwierzęta demaskują charaktery bohaterów, ich niesamowita intuicja zmywa zewnętrzną powłokę chłopców dla świata.

Bardzo ciepła i magiczna to książka. Autorka dozuje nam wyjątkową mieszankę świata rzeczywistego zabarwioną kropelkami fantasy. Zwyczajna szkoła, dobre i złe oceny, uczniowskie wybryki, poirytowany woźny, szkolne przyjaźni i konflikty, klasowy fajtłapa i szpaner, a z drugiej strony tajemnicze zwierzaki, mówiące ludzkim głosem, pojawiające się i znikające napisy wydrukowane neonową czcionką. Optymistyczna i zabawna opowieść, do której z przyjemnością się powraca.

Zgrabny formatowo tomik, zamknięty w twardej, kolorowej okładce, zamieszka na czytelniczych półkach dzięki Wydawnictw Debit. Szata graficzna to niewielka ilość czarno-białych rycin. Kiedy akcja toczy się nocą, zaciemnia się tło i zmienia czcionka. Duże litery powodują, że opowieść płynie bardzo szybko i przyjemnie. „Szkoła magicznych zwierząt” przeznaczona jest dla czytelnika w wieku 9+, jednak zaręczam, że to również wciągająca lektura dla dorosłych.
Polecam serdecznie i czekam na kontynuację serii. Bo przecież pan Morrison dalej wyszukuje magiczne zwierzaki i pisze listy do swojej siostry, a to świadczy o tym, że wkrótce kolejny tom.

Iwona Pietrucha
ocena 5

szkoła magicznych zwierząt 1

Szkoła magicznych zwierząt

Margit Auer
il. Nina Dulleck
przeł. Agata Janiszewska
wyd. Debit, 2019
wiek 9+

Patronat portalu Qlturka.pl

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz