By wrażliwość na piękno nie mijała z wiekiem – rozmowa z Inez Krupińską, scenografem spektaklu „Tygryski”

Gdy dziecko rozleje mleko na blacie w kuchni, potrafi się w nie wpatrywać i widzieć cuda. Obserwując chmury na niebie, będzie opowiadać o niesamowitych postaciach, które tam widzi. To jest właśnie twórczy stosunek do świata. Małe dzieci cechuje fantastyczna wrażliwość na piękno i należy je wspierać, by jej z wiekiem nie traciły, a wręcz przeciwnie, by ją w sobie pielęgnowały i rozwijały. O specyfice scenografii w teatrze dla dzieci oraz dziecięcej wrażliwości na sztukę rozmawiamy z Inez Krupińską, plastykiem, ilustratorką, scenografem spektaklu „Tygryski” w Teatrze Lalka w Warszawie.

Zuzanna Matyjek: Jaką rolę odgrywa scenografia w teatrze dziecięcym?

Inez Krupińska: Dzieci są wzrokowcami, dlatego strona plastyczna spektaklu musi być jego bazą. Razem z muzyką powoduje, że wrażenia z oglądanej sztuki są u dzieci wzmocnione. Forma i kolor to baza teatru dla dzieci, scenografia i muzyka tworzą nastrój. Są oprawą dla gry aktorów, a elementy scenografii, takie jak kostiumy, lalki, wnętrza i rekwizyty sugerują dziecku wejście w inny świat.

ZM: Często jednak scenografia jest nie tylko oprawą, ale ma do odegrania w spektaklu znaczącą rolę.

IK: Teatr dla dzieci to pewien rodzaj magii, a scenografia jest jak czarodziejska różdżka – sprawia, że dziecięca wrażliwość otwiera się na sztukę. Sztukę trzeba jednak pokazać w formie plastycznej. Gdy przygotowywałam „Tygryski” w Teatrze Lalka w Warszawie, spektakl podzieliłam na dwie części. W pierwszej – obraz był czarno-biały, dorosły. To był świat stanowczości, jasnego podziału na dobre i złe, świat stawiania granic. W drugiej części – szafa stojąca na scenie rozsunęła się i dzieci weszły w kolorowy, magiczny świat bajki. Plastyka powoduje, że dzieci naturalnie chcą uczestniczyć w przedstawieniu. Można im zaproponować taką formę, którą wywołujemy emocje – dziecko albo trochę się boi, albo forma jest przyjazna. Wszystkie emocje są ważne w teatrze, dzieci przecież lubią się troszkę bać, lubią niespodzianki, nie może być monotonii.

Inez Krupińska_1

ZM: Spektakl dla dorosłych może się odbywać nawet w pustej przestrzeni, dla dziecka już nie. Dlaczego?

IK: Dziecko nie potrafi przez długi czas skupiać się i śledzić czystego tekstu, szybko zacznie się nudzić. Trzeba mu pomóc scenografią, która umożliwia śledzenie wywodu, logiki spektaklu. Pomaga utrzymać koncentrację. Ważna jest ciągłe zaskakiwanie, akcja. Na scenie musi się dziać wiele rzeczy, tak, żeby dziecko zainteresować, żeby mogło wejść w świat spektaklu, zaangażować się i zapomnieć, że siedzi na widowni i ogląda jakieś zewnętrzne wydarzenia. Mały widz musi mieć poczucie uczestniczenia. Gdy robiliśmy „Tygryski”, to dzieci do tego stopnia uwierzyły w przedstawienie, że wchodziły na scenę, żeby wejść w tę przedstawianą rzeczywistość. Rozmawiały z aktorami, ostrzegały „Uważaj mucho, żeby cię pająk nie zjadł!”, uczestniczyły. To przecież spełnienie dziecięcych marzeń – wejście w bajkę, stanie się równoprawnym uczestnikiem świata pokazywanego na scenie. Ten świat musi być spójny, by nic nie wytrącało dziecka z iluzji i nie wyrzucało z powrotem na widownię.

ZM: Jak pracujesz nad stworzeniem takiej scenografii?

IK: Najpierw dostaję tekst sztuki, czytam go, dyskutuję z reżyserem, a potem… wymyślam scenografię (śmiech). Nie ma w tym żadnej czarnej magii, to trudna twórcza praca, różniąca się od pracy nad dziełem sztuki tylko tym, że trzeba dostosować się do oczekiwań reżysera, ograniczeń technicznych, itd. Trzeba stworzyć wizję spektaklu, zwizualizować jego treść. Na wstępie ustalam z reżyserem, który element ma dominować w spektaklu ze względów reżyserskich albo tekstowych; jak tworzyć lalki – czy stawiamy na różnorodność, czy podobieństwa; czy scenografia ma zawierać element zaskoczenia, czy nie, itd. A potem już wystarczy zaprojektować świat ukazany w spektaklu. Powstają projekty, nad którymi później dalej debatujemy, wprowadzamy zmiany, ustalamy kwestie techniczne, jak uzyskać efekt, na którym nam zależy. Tu często pojawiają się problemy, bo czasem scenograf wymyśli sobie jakiś efekt, a potem okazuje się, że technicy mają problem z wykonaniem takiego rekwizytu. Taki problem pojawił się w „Tygryskach” – w pewnym momencie spektaklu szafa stojąca na scenie miała się rozdzielić się na dwie części i rozsunąć na prawie trzy metry. I technicy mieli kłopot z konstrukcją – przy rozsuwaniu szafa nam się rozpadała, zamiast się gładko rozjeżdżać. Dopiero gdy zdecydowałam się zespawać konstrukcję, to szafa wytrzymała. Te techniczne szczegóły są bardzo ważne i jak się okazuje, często także wymagają od scenografa kreatywności.

ZM: Co najbardziej lubisz projektować?

IK: Największą przyjemność sprawia mi projektowanie kostiumów i lalek, a potem często wielomiesięczne przesiadywanie w pracowni i tworzenie ich. A jeszcze jak jest dobry zespół osób wykonujących projekty, to jest to wielka frajda. Dla plastyka praca nad scenografią jest grą wyobraźni i nie ma większego znaczenia, czy wymyśla się książkę, mebel, lalkę, czy kostium teatralny. Ważne jest jednak ciągłe pamiętanie, że tworzymy dla dzieci.

Inez Krupińska_2

ZM: A jaka jest specyfika tworzenia dla dzieci?

IK: Forma musi być bardziej wyrazista, przeilustrowana. Ja jestem też ilustratorem, grafikiem, więc jest mi łatwiej. Tyle, że muszę uruchomić wyobraźnię przestrzenną – scenografia-ilustracja musi stać się trójwymiarowa. Ważna jest też dbałość o kolory. Dzieci małe reagują bardziej na żywe kolory, więc dla tych najmłodszych widzów przygotowuje się scenografię bardzo kolorową. Spektakl „Tygryski” przeznaczony był dla malutkich dzieci, więc nastawiłam się tu na bardzo żywe kolory, kontrastowe. Dla starszych dzieci nie ma to już tak wielkiego znaczenia, można zrobić nawet czarno-białą scenografię, jeśli jest to uzasadnione. Dziecka nie można traktować infantylnie i sądzić, że nie zrozumie przekazu braku koloru. Wbrew pozorom, dzieci często bardziej trafnie określają abstrakcyjny obiekt niż dorośli. A to dlatego, że mają inną wrażliwość, jeszcze nie do końca ukształtowaną, dlatego wciąż próbują zrozumieć, szukają wyjaśnień, zauważają takie drobiazgi, które nam umykają. Są bardzo spostrzegawcze nawet w malutkich szczegółach. Dla nas te szczegóły są całością – chmurą bodźców, a dla dziecka są osobnymi, zauważanymi elementami. Jeśli chodzi o wrażliwość i odbiór sztuki, dzieci należy traktować jak dorosłych, łącznie z umownością scenografii.

ZM: Jak daleko może być posunięta umowność scenograficzna w spektaklu dla dzieci?

IK: Z reguły jest tak, że rekwizyty czy rozwiązania scenograficzne są w jakimś stopniu umowne, tu trzeba zostawić też miejsce na wyobraźnię – teatr to nie kino. Na scenie pokazujemy zwierzątko, ale ono jest zrobione ze szmatki. Nie unikniemy umowności i nie ma takiej potrzeby. Dzieci mają wyobraźnię nieograniczoną jeszcze wiedzą o świecie i w kawałku szmatki zobaczą zwierzątko ożywione grą aktora. To jest umowność. Przedmiot nabiera życia, gdy się go dotyka i coś zaczyna się z nim robić. Dla dziecka taki przedmiot zamienia się w żywą postać. Gdy ożywiamy przedmiot, dziecko zaczyna go oceniać, zaczyna mieć do niego emocjonalny stosunek. Dziecko ma wielką wyobraźnię, wystarczy jej coś zasugerować, by ją uruchomić. Nie ma potrzeby pokazywania w scenografii wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach. Dziecko przychodzi do teatru z nastawieniem, że wejdzie w inną rzeczywistość i od tego momentu wszystko jest umową. Przecież nawet gdy dzieci w domu bawią się w teatr, to na zasadzie umowy używają rękawiczki jako pacynki, czy rzucają cień na ścianę i mówią, że to zajączek albo potwór. To zaczątki myślenia abstrakcyjnego. Dlatego teatr jest istotny nie tylko dla wrażliwości kulturalnej dziecka, ale chyba przede wszystkim dla jego rozwoju. Choćby rozumienia, czym jest symbol, rozwoju myślenia abstrakcyjnego.
W scenografiach dla dzieci starszych umowność może być dalej posunięta, symbol może być mniej oczywisty. Maluchy wymagają jeszcze realizmu w szczegółach, przedmiot powinien bardziej przypominać rzeczywistość.

Inez Krupińska_3

ZM: Dziecko to wymagający odbiorca?

IK: To bardzo trudny odbiorca, bo widzi wszystko, ocenia i nie stawia granic krytyce. U dzieci albo się podoba, albo nie; albo uczestniczą, albo się nudzą. Nie ma tak, że się podoba mniej lub bardziej… Dziecka nie oszukasz, ale i ono nie oszuka ciebie, dlatego dobrze inscenizację jeszcze przed premierą przetestować na dzieciach. Bardzo pomaga mi to, że sama mam dziecko. Od małego obserwuję moją córkę i widzę, jakie formy w jakim wieku działają na nią w mniejszym lub większym stopniu. Mogę śledzić jej skojarzenia. Obcowanie z dziećmi na co dzień bardzo pomaga w tworzeniu sztuki dla dzieci. Dorosłemu trudno się wczuć w świat dziecka, nie pamiętamy własnych odczuć z tego okresu. Ale możemy obserwować własne dzieci lub dzieci, z którymi mamy kontakt i uczyć się od nich, jak wrócić do tej specyficznej dziecięcej wrażliwości.

ZM: Jak dzieci reagują na sztukę? Z twojego doświadczenia scenografa, plastyka i matki.

IK: W sztuce, szczególnie abstrakcyjnej, wszystko polega na dowolności interpretacji. Tu nie ma sztywnych ram oceny. Ktoś zobaczy kropkę na obrazie i stwierdzi, że to genialne. Inny spojrzy na obraz abstrakcyjny i powie z lekceważeniem, że przedszkolak namalowałoby lepiej. W sztuce wszystko polega na zobaczeniu piękna. Jechałam dziś na to spotkanie autobusem, który był potwornie zachlapany. Szyby były całe zalane błotem pośniegowym. Tak żałuję, że nie miałam przy sobie aparatu, bo to błoto wykonało na szkle wspaniałe, inspirujące obrazy, do natychmiastowego wykorzystania w mojej pracy twórczej. Dzieci podobnie reagują. Gdy rozleją mleko na blacie w kuchni, potrafią się w nie wpatrywać i widzieć cuda. Obserwując chmury na niebie też będą opowiadać o niesamowitych postaciach powstających z chmur. To jest właśnie twórczy stosunek do świata. Małe dzieci cechuje fantastyczna wrażliwość na piękno i należy je wspierać, by tej wrażliwości nie traciły z wiekiem, a wręcz przeciwnie, by ją w sobie pielęgnowały i rozwijały.

ZM: Jak to robić?

IK: Ja postanowiłam skorzystać z dziecięcej wrażliwości mojej córki Salomejki. Poprosiłam ją, żeby wykonała rysunki, które wykorzystałam później do stworzenia animacji w spektaklu „Tygryski”. To spowodowało, że moje dziecko „zaraziło się” teatrem, pokochało scenę, kulisy, życie teatralne. To było dla niej wielkie przeżycie, gdy mogła zobaczyć, że jej prace „zagrały” w teatrze. Nie wszystkie dzieci mają takie możliwości, ale w większości mogą, np. w ramach szkolnej wycieczki, pójść nie tylko na spektakl, ale i za kulisy, porozmawiać z aktorami, obejrzeć z bliska lalki, kostiumy, scenografię. Takie przeżycia wpływają na zauroczenie dziecka teatrem, a to jest bardzo cenne.
Ale to nie wystarczy, by utrzymać dziecięcą wrażliwość na piękno. Trzeba dbać o poziom estetyczny panujący wokół dziecka i dostarczać mu wartościowych wrażeń, uczyć oceniać, kształtować gust. Można to zrobić tylko przez pokazywanie dziecku rzeczy pięknych i brzydkich, przez pomaganie w ich ocenie. Bo jeśli rodzic tego nie zrobi, to wykona to za nas kicz, który zalewa cały świat dziecka – począwszy od lizaka, a skończywszy na ubraniach, zabawkach czy bajkach. Ta powódź kiczu działa bardzo destrukcyjnie. Im dziecko starsze, tym trudniej mu się przed nią bronić, bo presja na posiadanie tego, co modne, a najczęściej okropne, wywierana przez inne dzieci i telewizję, jest wielka. Teatr to miejsce, które od tej estetyki powinno być wolne, a scenograf to ktoś, kto może wspierać rodzica w uwrażliwianiu na piękno.

Rozmawiała Zuzanna Matyjek

Inez Krupińska

Inez Krupińska – artystka plastyk, rzeźbiarka, twórca scenografii teatralnej (spektakl „Tygryski” Teatr Lalka w Warszawie), kostiumów, projektów lalek, aranżacji wnętrz (lustra, meble), grafiki książkowej, ilustracji. Z wyróżnieniem ukończyła studia na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (dyplom w Pracowni Ilustracji Książkowej prof. Janusza Stannego); w 1994 roku otrzymała nagrodę Ministra Kultury i Sztuki oraz warszawskiej ASP na Ogólnopolskiej Wystawie Prac Dyplomowych Studentów Uczelni Plastycznych; w 2001 roku zdobyła I Nagrodę w kategorii rzeźby w Ogólnopolskim Konkursie Art-Dea „Angel”.

(Dodano: 2011-01-05)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz