„Pluk z wieżyczki” – recenzja książki

Na polskim rynku książek dla dzieci coraz liczniej reprezentowana jest literatura z kraju wiatraków i tulipanów. Przed kilkoma laty przybyła żabka Maksa Velthuijsa, „Julek i Julka” Annie M.G. Schmidt z ilustracjami Fiep Westendorp, a zupełnie niedawno, mniej więcej w tym samym czasie co biała króliczka Miffy Dicka Bruny, na swym czerwonym dźwigu zajechał „Pluk z wieżyczki” – autorstwa wymienionego chwilę wcześniej duetu pisarsko-ilustratorskiego.

Aż dziw bierze, że dopiero teraz. W Holandii Pluk jest jednym z bardziej popularnych bohaterów literackich, a opowiadania z sympatycznym rudzielcem w roli głównej zna niemal każdy Holender, tak jak w Polsce przygody Koziołka Matołka. Jednak lepiej późno, niż wcale.

Pluk, mieszkaniec wieżyczki w Wieżyczkowcu pomaga sąsiadom, lubi się bawić, ma swój świat, w którym czuje się bezpieczny – nietypowe jest może to, że przyjaźni się z gołębicą i karaluchem. Jest jednak coś jeszcze, co go wyróżnia – Pluk walczy o ocalenie pobliskiego Ogrodu Turkawek – pełnego ptaków i innych stworzeń, który, zalany betonem, ma stać się placem zabaw dla dzieci.

Pogodne, przepełnione ciepłem krótkie opowiadania podszyte są charakterystycznym dla autorki humorem, a towarzyszące im barwne ilustracje dopełniają całości. „Pluk…” to świetna lektura dla najmłodszych, ale i rodzice nie będą się nudzić.

Ewa Świerżewska

Pluk z wieżyczki
Annie M.Gm. Schmidt
il. Fiep Westendorp
przeł. Joanna Borycka-Zakrzewska
wyd. Hokus-Pokus, 2008
wiek: 5+

(Data publikacji: 2009-03-06)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz