Pisanie dla dzieci wymaga dyscypliny – rozmowa z Maciejem Wojtyszko

Lubię pisać dla dzieci, bo to wymaga dyscypliny. Dziecko wymaga więcej niż tak zwany „wyrobiony” widz, który często wmawia sobie, że mu się podoba, bo powinno mu się podobać. Jeżeli dziecku coś nie odpowiada, to na pewno nie będzie tego ukrywać i na przykład mówić „trudne, ale interesujące” – mówi Maciej Wojtyszko w rozmowie z Agnieszką Sikorską-Celejewską.

Agnieszka Sikorska-Celejewska: Jest Pan reżyserem, pisarzem, scenarzystą, dramaturgiem, wykładowcą… Jakie miejsce w tak szerokim wachlarzu działań zajmuje twórczość dla dzieci?

Maciej Wojtyszko: Lubię pisać dla dzieci, bo to wymaga dużo dyscypliny. Dziecko wymaga więcej niż tak zwany „wyrobiony” widz, który często wmawia sobie, że mu się podoba, bo powinno mu się podobać. Jeżeli dziecku coś nie odpowiada, to na pewno nie będzie tego ukrywać i na przykład mówić „trudne, ale interesujące”.

ASC: Pisze Pan dla siebie czy dla innych?

MW: Dla przyjemności, którą chcę dzielić z innymi. Podobno dla przyjemności piszą grafomani. Mam nadzieje, że nie tylko.

ASC: Skąd pomysły na imiona bohaterów Pańskich książek? Gżdacz, Pciuch, Gluś… – trudno wymyślić coś dziwniejszego!

MW: To akurat jest bardzo proste. W każdym języku jest taki obszar, który pozwala tworzyć słowa o zabarwieniu emocjonalnym. Każde dziecko zaczyna od tego typu ekspresji: Mudziam da tusia! Psztręk!

ASC: Czy pisząc „Brombę i innych” spodziewał się Pan, że wykorzysta te postaci w książkach, w których sama fabuła będzie miała większe znaczenie, takich jak „Tajemnica szyfru Marabuta” i „Trzynaste piórko Eufemii”?

MW: To było tak dawno, że boję się konfabulować. Pamiętam, że wymyślanie było dla mnie radością, a natychmiastowy sukces „Bromby”, również wśród dorosłych sprawił, że nie chciałem rozstawać się z tym projektem. Powstały następne książki, a także film, praca nad którym bardzo osładzała nienajlepsze czasy, jakie wtedy mieliśmy. Kameleon Super to postać z tamtych złowrogich czasów. Niestety ma nowe mutacje. Jak to kameleon.

ASC: „Bromba” po raz pierwszy ukazała się w 1975 roku. Co się zmieniło od tego czasu i jakie to ma dla Pana, jako autora znaczenie?

MW: „Bromba” czekała na opublikowanie dwa lata, ale została wydana od razu w dwustu tysiącach egzemplarzy i dotarła do całego pokolenia! Obecnie, żeby osiągnąć taki sukces, wydawnictwo musiałoby uruchomić niezwykle kosztowną machinę promocyjną. Sytuacja na rynku książki ma wszelkie cechy prawa ekonomicznego, mówiącego o tym, że zła moneta wypiera dobrą.

Wiele świetnych książek dla dzieci polskich autorów – Liliany Bardijewskiej, Anny Onichimowskiej, Grzegorza Kasdepke, Joanny Olech, Małgorzaty Strzałkowskiej, Michała Rusinka w ogóle do młodego odbiorcy nie trafia, bo nie ma tych ksiażek na półkach w supermarketach. Ciężar poszukiwania został przerzucony na czytelnika, który musi dobrze wiedzieć, czego szukać i mieć orientację, inaczej zostanie skazany na pomyłki i swoistego księgarskiego fast fooda. To chyba w ogóle znak czasu – przepowiedziany zresztą przez wspaniałego Stanisława Lema – nadmiar informacji staje się coraz większym źródłem braku użytecznych informacji.

A dla mnie ma to takie znaczenie, że czasami tracę zapał do pracy.

ASC: Czy impulsem do napisania „Bromby i psychologii” oraz „Bromby i filozofii” była chęć obcowania ze znajomymi bohaterami, czy też chęć upowszechniania wiedzy z zakresu psychologii i filozofii?

MW: I jedno i drugie, ale przede wszystkim gest przyjaźni ze strony mojego kolegi ze studiów, pana Pawła Książkiewicza (obecnego szefa wydawnictwa „Czarna owca”).

Pamiętał „Brombę” i chciał ja zatrudnić do nowych zadań. A Bromba już taka jest, że lubi czuć się potrzebna. Tylko Fumy żyją po to, żeby mieć i konsumować. Bromba, Gluś, Fikander, Malwinka, Puciek i cała reszta bohaterów z Naszej Okolicy nad Strumieniem przepadają za dobrze rozumianą służbą społeczną. Co nie znaczy, że lubią być celebrytami. W Naszej Okolicy ważne są mądre przyjaźnie i wytrwała praca. Taka dziwna, bardzo skromna Okolica.

ASC: Jakie mają dla Pana znaczenie – po tylu latach i twórczości i tak wielu nagrodach – wyrazy sympatii i uznania ze strony czytelników?

MW: Wracają chęć do życia. Wierzcie mi Państwo, nie jest lekko działać bez pozytywnych sprzężeń zwrotnych i zawsze się na nie czeka. Zawsze.

ASC: Czy czuje się Pan klasykiem?

MW: Czuję się dziadkiem moich wnuków: Stasia, Eryka, Alicji. I cieszę się, że powoli zaczną zaprzyjaźniać się z Brombą.

ASC: Dziękuję za rozmowę!

Z Maciejem Wojtyszko rozmawiała Agnieszka Sikorska-Celejewska.

Maciej Wojtyszko

Maciej Wojtyszko – reżyser, scenarzysta, dramaturg, wykładowca i pisarz. Autor takich utworów przeznaczonych dla młodego czytelnika, jak: „Bromba i inni”, „Bromba i filozofia”, „Bromba i psychologia”, „Saga rodu Klaptunów”, „Tajemnica szyfru Marabuta” (na jej podstawie przygotowany został serial animowany) oraz „Trzynaste piórko Eufemii”. Za swoją twórczość otrzymał wiele nagród, m.in.: Nagroda Prezesa Rady Ministrów za twórczość dla dzieci i młodzieży, nagroda PS IBBY Książka Roku 2004 za „Brombę i filozofię”, książka „Bromba i inni” została wpisana do Kanonu Książek dla Dzieci i Młodzieży w 2002 roku. W 2009 otrzymał Nagrodę Literacką m.st. Warszawy w kategorii literatura dla dzieci i młodzieży za książkę „Bromby i Fikandra wieczór autorski”.

(Dodano: 2010-07-15)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz