„Kowal z Przylesia Wielkiego” J.R.R. Tolkiena – recenzja

Z czym kojarzymy J.R.R. Tolkiena? Z „Władcą Pierścieni” i „Hobbitem”. Śródziemie nie jest jednak jedyną fantastyczną krainą, którą Tolkien powołał do życia. Warto wyprawić się dalej, np. czytając „Kowala z Przylesia Wielkiego”.

W pewnej wiosce pojawia się magiczna gwiazdka. Dostaje się ona synowi kowala. Chłopiec wyrasta na świetnego rzemieślnika i… częstego gościa w Czarodziejskiej Krainie. Co się stanie, gdy przyjdzie mu oddać niezwykły podarunek? I co łączy z całą sprawą kucharskiego czeladnika?

Dobro i niewinność są w tej historii nagradzane, gburowatość: krytykowana, podobnie jak inne wady. I dobrze. Ale, na szczęście, Tolkien nie zapomniał o sporej porcji humoru i nie ma mowy o nudnym, niestrawnym moralizowaniu.

Ogromnie podoba mi się baśniowość „Kowala z Przylesia Wielkiego”. Na wyjątkowy klimat opowieści ma wpływ język, jakim została napisana. Powstał po prostu piękny, bogaty tekst. Myślę, że współczesne dzieci także mogą mieć z niego wiele frajdy.

„Kowal z Przylesia Wielkiego” to świetne wprowadzenie w twórczość mistrza Tolkiena. Serdecznie polecam!

Paulina Gazda

Kowal z przylesia wielkiego

Kowal z Przylesia Wielkiego

J.R.R. Tolkiena
wyd. Amber

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz