Cisza, szelest, szum i Gadające patyki – rozmowa z Marcinem Urzędowskim

Pytasz, czy prowadzę warsztaty perkusyjne. Odpowiedź jest prosta: nie. To co robię z dzieciakami, czy nawet z dorosłymi ludźmi, to nie są warsztaty w dosłownym tego słowa znaczeniu, a rodzaj uwrażliwiania na piękno dźwięków perkusyjnych – mówi Marcin Urzędowski w rozmowie z Alicją Nowaczyk.

Alicja Nowaczyk: Jesteś fascynatem rytmu i od lat zajmujesz się m.in. prowadzeniem warsztatów bębniarskich. Jakie miejsce w Twojej pracy, zajmuje praca z dziećmi?

Marcin Urzędowski: Kocham muzykę perkusyjną w najszerszym tego słowa znaczeniu. Uwielbiam przekraczać granice, poszerzać spektrum zainteresowań, poznawać nowe techniki, instrumenty, tradycje perkusyjne. W moim pojmowaniu muzyki muzyczne indywiduum tworzy się w procesie, w relacji, w powiązaniu z innym muzykiem. Ten proces twórczy, w którym prawdziwym miejscem dziania się muzyki jest interakcja osób, jest bardzo charakterystyczny dla mojego zespołu perkusyjnego Tamtamitutu. W naszej muzyce dominuje wielogłosowość, różnokulturowy dialog, a spotkanie z muzykami ma strukturę sieci – zmienną i dynamiczną, pozbawioną stałych punktów odniesienia. Uprawiamy muzykę perkusyjną, tworząc produkt trudny do zdefiniowania muzycznej kultury hybrydycznej, twór niejednorodny, o płynnych, niestałych konturach i cechach. Otrzymujemy dzięki temu bardzo złożoną, eklektyczną, tkaną niczym perski dywan, misternie i wielowątkowo, muzyczną przestrzeń, pełną improwizacji i zaskakujących zwrotów akcji. Choć naszą największą inspiracją jest Afryka Zachodnia, to jednak nie jesteśmy depozytariuszami tradycji i używając oryginalnych, ludowych instrumentów afrykańskich, wykraczamy poza tradycyjne granie zachodnioafrykańskie. Instrumentarium perkusyjne z całego świata, szamański śpiew, delikatny i zmysłowy głos saksofonu, odrobina elektroniki, a wreszcie rzadko występujące w muzyce urządzenia typu wiertarka czy piła – wszystko to odnaleźć można w tworzonej przez Tamtamitutu muzyce, przenosząc się tym samym w świat dźwięków dziwnych i jakby żywcem wyjętych z galerii osobliwości.

Tak pojmowana muzyka perkusyjna trafia do bogatej wyobraźni dzieci, dzięki czemu docieram do nich bez najmniejszych problemów. Pytasz, czy prowadzę warsztaty perkusyjne. Odpowiedź jest prosta: nie. To, co robię z dzieciakami, czy nawet z dorosłymi ludźmi, to nie są warsztaty w dosłownym tego słowa znaczeniu, a rodzaj uwrażliwiania na piękno dźwięków perkusyjnych. Uważam, że jest dużo znacznie lepszych ode mnie muzyków zajmujących się bębnami, którzy śmiało i z powodzeniem mogą prowadzić warsztaty, uczyć rytmów, technik, tradycji grania. Ja w swoich działaniach ocieram się o teatr, elelmenty plastyczne, anektuję przestrzeń, w której dzieje się akcja, wykorzystuję ludzką wyobraźnię do budowania muzycznych obrazów, pejzaży, do malowania dźwiękiem. Nie uczę techniki, nie uczę nazw rytmów. To co gramy nie ma nazwy, jest uniwersalne, płynie z serca, jest wynikiem chwili, nastroju, miejsca, energii ludzi i otoczenia.

Dzieciaki zajmują lwią część mojej perkusyjnej działalności. Są moim motorem napędowym. Rekompensuję sobie w ten sposób swoje utracone poniekąd dzieciństwo.

AN: A gdzie odbywają się takie spotkania z muzyką?

MU: Zajęcia muzyczne z dziećmi odbywają w przeróżnych miejscach. Jestem zapraszany do przedszkoli specjalnych, gdzie prowadzi się zajęcia z muzykoterapii, do szkół podstawowych, ośrodków szkolno-wychowawczych, świetlic środowiskowych, fundacji.

Marcin Urzędowski

AN: Czym charakteryzują się prowadzone przez Ciebie warsztaty, na przykład te zatytułowane „CZY MOST MOŻE ZAKOCHAĆ SIĘ W RZECE?”

MU: W formule tych warsztatów u podstaw przekazu informacji tkwią asocjacje. Określone słowa prowadzą do określonych skojarzeń. Uczniowie wykonują te słowa – klucze w oparciu o system, który funkcjonuje dzięki istnieniu kilku opozycji: wysokości dźwięku, czasu trwania oraz sposobu wydobycia dźwięku. Tutaj wykonanie muzyki jest nieustannym dialogiem. Pytanie zawarte w tytule warsztatów zmusza nie tylko do poszukiwania odpowiedzi, ale nadaje charakter całemu warsztatowi.

Podczas warsztatów młodzi adepci sztuki perkusyjnej będą musieli zbudować muzyczny obraz mostu, rzeki, okoliczności, w których most zakochuje się w rzece. Pomogą im w tym nie tylko liczne instrumenty perkusyjne, ale i cała oprawa warsztatów. Fabryka. Industrialne wnętrze. Dziwne, dziwaczne, tajemnicze, nieznane, rozsiane dookoła urządzenia fabryczne oraz postać prowadzącego, który na czas warsztatów za pomocą odpowiedniej stylizacji przemieni się w szalonego naukowca rodem z XIX wieku.

W naszym instrumentarium posłużymy się wiaderkami pełnymi wody, kamieniami, cegłówkami, piaskiem, wszystkim tym, co pomoże nam w oddaniu charakteru dźwięku zgrzytającego mostu i szumiącej wody. Do dyspozycji dzieci pozostaną także kije deszczowe, ocean drum, różnorodne i na co dzień niespotykane instrumenty mojego autorstwa, takie jak gwoździofon, rynaklaps czy butlodrum.

By ułatwić dzieciom w zrozumienie tematu, każdy uczestnik warsztatów dostanie kopię wiersza, który był moją główną inspiracją przy tworzeniu scenariusza zajęć. Czytając ten wiersz, spróbujemy dokonać rzeczy niemożliwej: wyrwiemy betonowe nogi mostu z fundamentów i cichą, ciepłą nocą, nieszczęśliwie zakochani podążymy za rzeką… Czy ją odnajdziemy i czy most pokona wszelkie przeszkody, by stworzyć wspaniały związek z rzeką, o tym przekonamy się na końcu warsztatów.

AN: Co dzieciom dają takie zajęcia rytmiczne?

MU: Swoją przygodę z pracą z dziećmi rozpocząłem będąc w XVI LO w Krakowie. Jako uczeń klasy o profilu pedagogicznego, zgłębiałem tajniki pedagogiki, historii wychowania i uczęszczałem na praktyki do Domu Dziecka kilka razy w tygodniu. Spotkania z dzieciakami zaowocowały pasją, którą rozwijam już 10 lat, a która to doprowadziła do powstania mojego autorskiego programu z zakresu muzykoterapii. W ramach zajęć, w których wykorzystuję zdobyte doświadczenia i wiedzę muzyczną, przeprowadzam swoich podopiecznych przez świat muzyki perkusyjnej, teatru ulicznego, różnorakich zabaw plastycznych i namawiam ich do własnych poszukiwań twórczych. Mój niezaspokojony głód tworzenia, fascynacja kulturami etnicznymi i muzyką wytworzyły specyficzne podejście do pracy z dziećmi. Podczas warsztatów wykorzystuję kamienie, muszle, piasek, żwir, łupiny orzechów, tykwy, patyki, kości, bambus, korę, różnorakie rodzaje gałęzi i wydrążone pniaki drzew, a nawet znalezione podczas spacerów po lesie zęby i czaszki zwierząt leśnych. Takim instrumentarium przenoszę dzieci w czasy prehistorii, opowiadając o powstaniu rytmu i początkach muzyki na świecie. Jest to swoista lekcja historii, podczas której dzieci obcują z pierwotnymi instrumentami i uzmysławiają sobie, że muzykę perkusyjną można tworzyć z wszystkiego, co znajdujemy w przyrodzie. Nazwałem tę część warsztatów ,,Gadające patyki”, bo sprawiam, że zwykła wycieczka z dzieciakami do parku przeistacza się w niezwykłe misterium rytmu. Dzieci same znajdują patyki, okorowują je, impregnują, nadają im odpowiednie kształty, malują i wreszcie zaczynają używać jako instrumenty. Zwykły znaleziony patyk przeistacza się w piękny instrument. Kolejnym krokiem jest cisza. Na warsztatach udowadniam, że cisza także jest muzyką! Jest to spotkanie z liśćmi, ziarnami piasku, wszelkimi odmianami kasz, ryżu, grochu, maku, pestkami owoców. ,,Cisza, szelest, szum”, bo tak nazywa się ten warsztat, to uświadomienie dzieciom, że instrumenty perkusyjne to nie tylko rytm, ale cała gama dźwięków tworzących nastrój, budzących emocje, powodujących różnorakie odczucia i stany psychiczne. Porównuję wówczas dźwięki do kolorów i ich sposobów oddziaływania. Spokojne stonowane kolory to subtelne i delikatne dźwięki; nasycone, mocne i agresywne staną się dynamicznymi i głośnymi dźwiękami. Ale pomiędzy nimi panować będzie cisza, w oddali szum płynącej rzeki, za oknem rytmicznie i melancholijnie uderzający o dachy deszcz…

Tak pojmowana muzyka perkusyjna ma niesamowite właściwości terapeutyczne, uwrażliwiające, otwierające na świat i przyrodę, która nas otacza. Bo obok zagadnień typowych dla muzyki perkusyjnej, jak rytm, metrum, tempo, pojawiają się nowe znaczenia słów: nastrój, emocje, radość, smutek…

Wykorzystując wiedzę z archeoakustyki, muzykoterapii, w pracy z dziećmi staram się osiągnąć różnorodne cele:
– dotarcie do głęboko ukrytych konfliktów oraz wydobycie i aktywizacja emocji
– poprawa nastroju uczestnika oraz realizacja ćwiczeń zaburzonych sfer psychicznych
– dostarczenie pozytywnych przeżyć uczestnikowi
– dostarczenie specyficznych doznań, mogących doprowadzić do głębszego zainteresowania muzyką
– upowszechnienie muzyki w społeczeństwie
– przełamywanie barier nieśmiałości, rozładowanie napięcia poprzez wspólne przeżywanie pozytywnych emocji
– stwarzanie okazji do zabawy

AN: Jakie elementy kultur świata dzieci mogą poznać podczas warsztatów?

MU: Mój zbiór instrumentów jest olbrzymi. Właściwie posiadam instrumenty perkusyjne z wszystkich kontynentów, każdy ma swoją niepowtarzalną historię, wspomnienia, zapach, kolor, fakturę, formę. To niezwykle ciekawe dla dzieci. Do każdego instrumentu mogę opowiedzieć osobną historię, to wzbogaca ich wyobraźnię, wiedzę, sposób patrzenia na świat, otwiera na nowości, poszerza horyzonty.

AN: Z tego co wiem, zajmujecie się również body paintingiem i prowadzicie warsztaty z tańca afro… dla dzieci również?

MU: Body painting jako taki nie, ale często zdobimy dzieciom twarze, przemieniając je w ulubione zwierzęta,malując ich ulubione motywy, wzory. Taka forma sprawdza się przy okazji balów dla dzieci, eventów rodzinnych, festynów czy dnia dziecka. Nieocenioną pomocą w tym zakresie zawsze służy mi moja ukochana wizażystka, Jovanka Czarnik, (www.jovanka.info), która do perfekcji opanowała umiejętność przeistaczana dzieci w zwierzęta. Tańcem także zajmuje się Jovanka, która w zespole Tamtamitutu pełni rolę choreografa.

AN: Ciekawym projektem, choć skierowanym nie do dzieci, była klinika perkusyjna. Co to takiego?

MU: Klinika perkusyjna była adresowana do osób uzależnionych od środków psychoaktywnych i odbyła się w klasztorze Franciszkanów, w Chęcinach, gdzie znajduje się ośrodek leczenia takich ludzi. Wraz z moim przyjacielem, również muzykiem Grupy Tamtamitutu – Tomaszem Majewskim, odnieśliśmy wielki sukces podczas dwudniowego pobytu w klasztorze. Kilkudziesięcioosobowa grupa młodych ludzi po dwóch dniach warsztatów zagrała koncert perkusyjny, wywołując gigantyczny aplauz. Byliśmy z nich dumni. Uśmiech na ich twarzach, świadomość tworzenia czegoś ciekawego, czegoś, gdzie każdy z nich czuje się potrzebny, ma jakąś rolę do odegrania, była dla nich nagrodą, a dla nas powodem do dumy.

Podobną satysfakcję miałem, prowadząc warsztaty perkusyjne dla więźniów z ul. Montelupich w Krakowie.

AN: Dziękuję za rozmowę

Marcin Urzędowski_1

Marcin Urzędowski – swoją przygodę z muzyką perkusyjną rozpoczął w 2000 roku i kontynuuje ją do dziś. Jest zwolennikiem twórczego łączenia różnorodnych technik, dyfuzji kulturowej, eksperymentowania, zarówno w zakresie brzmieniowym, jak i strukturalnym. Jest nie tylko liderem perkusyjnej grupy Tamtamitutu, ale i nauczycielem gry na bębnach i… nie tylko (środkami wyrazu w niekończącym się szaleńczym eksperymentowaniu może by wszystko: kawałek zardzewiałej blachy, stare krzesło, puszka po kawie, rynna, przedmioty codziennego użytku). Poprzez umiejętne zestawienie oryginalnych ludowych instrumentów perkusyjnych z całego świata oraz niepozornych przedmiotów, pokazuje dzieciom, że świat BRZMI.

(Dodano: 2012-02-05)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz